Drewniana kaplica, figura Matki Bożej i kilkunastu zakonników – tak zaczynała się historia Niepokalanowa. O początkach klasztoru, niezwykłej działalności św. Maksymiliana Marii Kolbego oraz pielgrzymach, którzy przyjeżdżają tu z całego świata, opowiadał w Radiu Warszawa o. Ryszard Koczwara, franciszkanin konwentualny.
Rozmowa odbyła się w jednym z najważniejszych miejsc Niepokalanowa – przy kaplicy św. Maksymiliana. To właśnie ona była pierwszym budynkiem powstającego klasztoru i stała się jego duchowym sercem.
– Po tych uliczkach i po tej ziemi chodził święty. Trudno więc nazwać to miejsce inaczej niż świętym – mówił o. Ryszard Koczwara.

Od „Rycerza Niepokalanej” do Niepokalanowa
Działalność św. Maksymiliana była od początku związana z szerzeniem kultu Matki Bożej. Jeszcze podczas pobytu w Rzymie założył Rycerstwo Niepokalanej. Po powrocie do Polski kontynuował swoją misję w Krakowie, gdzie ukazał się pierwszy numer pisma „Rycerz Niepokalanej”.
Następnie prowadził działalność wydawniczą w Grodnie. Z czasem znalazł miejsce w położonym niedaleko Teresina Niepokalanowie. Na otrzymanym terenie rozpoczął budowę klasztoru i wydawnictwa. Zanim powstały pierwsze zabudowania, ustawił tam figurę Matki Bożej Niepokalanej. To właśnie od niej swoją nazwę otrzymał Niepokalanów.
Kaplica św. Maksymiliana była pierwszym budynkiem klasztornym. 6 sierpnia 2027 roku minie sto lat od odprawienia w niej pierwszej Mszy Świętej.
– To był początek. Kaplica jest sercem naszego klasztoru. Zakonnicy znajdowali tutaj spokój i mogli ze swoimi problemami przychodzić przed Najświętszy Sakrament, aby później dalej pracować – wyjaśniał franciszkanin.
Wcześniej bracia musieli chodzić na Msze Święte do Szymanowa, co utrudniało codzienną pracę.
Każdy mógł znaleźć swoje miejsce
Na początku do Niepokalanowa przyjechało zaledwie kilkunastu zakonników. Wraz ze wzrostem nakładu „Rycerza Niepokalanej” potrzebnych było jednak coraz więcej osób.
Św. Maksymilian publikował w czasopiśmie ogłoszenia, w których zapraszał kandydatów do klasztoru. Potrzebował nie tylko zakonników zajmujących się duszpasterstwem, ale również drukarzy, grafików, zecerów i osób posiadających różne umiejętności techniczne.
– Każdy mógł znaleźć tutaj miejsce dla siebie – podkreślił o. Koczwara.
W 1938 roku w Niepokalanowie przebywało ponad 700 braci. Tak liczna wspólnota wymagała sprawnej organizacji i odpowiedniego podziału obowiązków. Wszystkich łączył jednak jeden cel: zdobyć świat dla Chrystusa przez Niepokalaną.

Autentyczność św. Maksymiliana
Zdaniem o. Ryszarda Koczwary św. Maksymilian przyciągał ludzi przede wszystkim swoją autentycznością. W podejmowanych działaniach nie szukał osobistych korzyści. Wszystko robił z miłości do Matki Bożej i z pragnienia ratowania ludzkich dusz.
Nie zatrzymywały go także pojawiające się trudności. Zakonnicy musieli zmagać się między innymi z brakiem pieniędzy, kosztami prowadzenia drukarni oraz problemami związanymi z budową mieszkań.
Pierwsze drewniane budynki nie były dobrze ocieplone. Zimą wiatr przedostawał się przez szczeliny w ścianach, a bracia musieli znosić zimno i bardzo skromne warunki. Pomimo tego z zaangażowaniem rozwijali dzieło.
– Dzisiaj trochę humorystycznie mówimy, że Maksymilian był „na maksa”. Jego imię zobowiązywało go, żeby ciągle iść dalej – zauważył franciszkanin.
Franciszek i Maksymilian – wszystko, co najlepsze dla Boga
Rozmowa w Niepokalanowie odbyła się w roku szczególnego jubileuszu – 800-lecia śmierci św. Franciszka z Asyżu. O. Ryszard Koczwara wskazał, że św. Franciszka i św. Maksymiliana łączyła przede wszystkim gotowość ofiarowania Bogu tego, co najlepsze.
Św. Maksymilian dbał o rozwój wydawnictwa i odpowiednie przygotowanie braci. Wysyłał ich na szkolenia, warsztaty oraz konferencje, aby zdobywali wiedzę potrzebną do skutecznego prowadzenia działalności apostolskiej.
Łączyło ich również ojcowskie podejście do wspólnoty. Nawet trudne decyzje św. Maksymilian miał przekazywać braciom delikatnie i z szacunkiem, starając się nikogo nie skrzywdzić.
Pielgrzymi z całego świata
Niepokalanów każdego dnia przyciąga pielgrzymów. Szczególnie dużo osób przyjeżdża podczas wakacji. W ostatnich latach wzrosła również liczba gości z zagranicy, między innymi z Hiszpanii i Brazylii.
Niektórzy pielgrzymi po przekroczeniu bramy klasztoru klękają i całują ziemię. W ten sposób wyrażają przekonanie, że znajdują się w miejscu uświęconym obecnością św. Maksymiliana.
– Tutaj żył. Wszędzie możemy dotknąć rzeczy, których on także dotykał – powiedział zakonnik.
Do Niepokalanowa przyjeżdżają również osoby doświadczające cierpienia, zagubienia i duchowej pustki. Od kilku lat działa tu kaplica wieczystej adoracji, otwarta przez całą dobę.
– Nie ma takiego momentu, żeby nikogo tam nie było. Ludzie jadą czasami kilka godzin, żeby przez pół godziny posiedzieć przy Jezusie i oddać Mu wszystkie problemy oraz trudności – mówił o. Koczwara.
Franciszkanin zachęcił, aby podczas wizyty w Niepokalanowie zatrzymać się również przy drewnianych murach kaplicy św. Maksymiliana.
– Koniecznie trzeba się do nich przytulić – powiedział.
Rozmowę z o. Ryszardem Koczwarą przeprowadziła Weronika Ostrowska.
Tekst: Maria Skonieczka






