Pojechała na Białoruś z obawami, wróciła z pokojem, wdzięcznością i doświadczeniem Kościoła, który żyje wiarą mimo trudnych warunków. Joanna Gadoś, świecka ewangelizatorka, opowiedziała w Radiu Warszawa o swojej posłudze w Grodnie, spotkaniach z miejscową wspólnotą i ludziach, którzy często odnajdują Chrystusa dopiero w dorosłym życiu.
Wyjazd do Grodna nie był przez nią długo planowany. Jak opowiadała, wszystko zaczęło się podczas spotkania środowisk redemptorystowskich „Razem w Misji” w Tuchowie. To właśnie tam usłyszała zaproszenie do przyjazdu na Białoruś.
– Duch Święty, jak mnie prowadzi, to prowadzi dając wprost informacje, żebym nie miała wątpliwości – mówiła Joanna Gadoś.
Wcześniej dzieliła się swoim doświadczeniem misji w Kazachstanie. Po spotkaniu podszedł do niej o. Andrzej z Grodna i zaprosił ją na kurs organizowany w połowie lipca.
– Wschód cię wzywa, więc zobacz ten Wschód – usłyszała.

Grodno pełne historii
Pierwsze wrażenie? Zieleń, architektura i silnie obecna historia.
Joanna Gadoś zwracała uwagę na ślady polskiej przeszłości miasta: dawne nazwy ulic, Stary i Nowy Zamek, miejsca związane z królem Stefanem Batorym czy wydarzeniami z okresu rozbiorów Polski.
Mówiła także o miejscowych kościołach i polskich elementach liturgii. Podczas Mszy, w których uczestniczyła, modlono się i śpiewano po polsku.
– Można się poczuć jak u siebie – przyznała.
Jednocześnie podkreślała, że Kościół nie powinien być postrzegany wyłącznie przez pryzmat narodowości.
– Kościół nie dzieli, Kościół łączy, Kościół jest wspólnotą – mówiła.
„Uczniowie Misjonarze”
Głównym celem wyjazdu był udział w kursie „Jezus w czterech Ewangeliach”, organizowanym przy kościele Najświętszego Odkupiciela w Grodnie.
Przy parafii działa licząca około stu osób wspólnota „Uczniowie Misjonarze”. Joanna Gadoś uczestniczyła w zajęciach razem z jej członkami.
Szczególne wrażenie zrobiły na niej historie osób, które przyjmowały chrzest i inne sakramenty już jako dorośli.
– Spotkałam ludzi, którzy mówili, że mieli 55 lat, kiedy spotkali Jezusa – wspominała.
Jak opowiadała, życie wspólnoty zaczęło się intensywnie rozwijać dzięki działalności ewangelizacyjnej prowadzonej w Grodnie od wielu lat, a później również dzięki kursom Alpha.
Dziś osoby, które same kiedyś usłyszały Ewangelię, zaczynają przekazywać ją innym.
– Oni już głoszą i są naprawdę uczniami, ale już i apostołami – podkreślała.
Wiara odnajdywana po latach
Sytuacja religijna na Białorusi różni się od polskiej rzeczywistości. Z jednej strony obecna jest jeszcze tradycyjna wiara przekazana przez starsze pokolenia. Z drugiej – wciąż widoczne są konsekwencje dziesięcioleci życia w republice radzieckiej i państwowego ateizmu.
Joanna Gadoś mówiła o osobach, które przez dużą część życia pozostawały niewierzące, a dopiero później zaczynały poznawać Chrystusa.
Przywołała historię pary, w której mężczyzna był związany z Kościołem i posługiwał jako ministrant oraz lektor, natomiast jego przyszła żona początkowo pozostawała poza wspólnotą. Z czasem, wraz z rozwojem ich relacji, zaczęła także odkrywać wiarę.
– Wchodziła w relację z Jezusem, bo on chciał, żeby jego żona też żyła Chrystusem, żyła Ewangelią i nadzieją – relacjonowała.
Młody Kościół i trudna codzienność
Podczas pobytu Joanna Gadoś uczestniczyła także w odpuście Najświętszego Odkupiciela. Zwróciła uwagę na obecność wielu dzieci uczestniczących w procesji.
– Widać, że też jest młodość – mówiła.
Jednocześnie życie tamtejszych wspólnot wiąże się z wieloma trudnościami. Jedną z nich jest emigracja. Dzieci i wnuki wielu osób mieszkają dziś w Polsce, podczas gdy ich rodzice lub dziadkowie pozostają na Białorusi.
Podróże i spotkania z rodziną mogą utrudniać m.in. kwestie wizowe i koszty związane z przekraczaniem granicy.
Mimo tego w osobach poznanych w Grodnie Joanna Gadoś dostrzegła przede wszystkim nadzieję.
– One żyją nadzieją i one żyją ewangelizacją – podkreślała.
Członkowie wspólnoty nie ograniczają swojej działalności do własnej parafii. Wyjeżdżają także do innych miejscowości, gdzie próbują budzić i umacniać wiarę.
„Ci, którzy mają mało, dają wszystko”
Jednym z najmocniejszych doświadczeń wyjazdu była dla ewangelizatorki gościnność mieszkańców.
Przyznała, że przed podróżą towarzyszyły jej obawy wynikające z obecnej sytuacji politycznej i międzynarodowej. Na miejscu spotkała jednak ludzi pełnych serdeczności i otwartości.
– Ci, którzy mają mało, dają wszystko, co mają – mówiła.
Wyjazd stał się dla niej również osobistym doświadczeniem duchowym. Joanna Gadoś, która jest wdową, mówiła o modlitwie zaczerpniętej z Księgi Judyty i o przyjęciu własnego doświadczenia wdowieństwa.
– Ja nie wiem, czy je rozumiem. Ja je po prostu przyjęłam – powiedziała.
„Dla Boga nie ma nic niemożliwego”
Do Polski wróciła – jak sama mówiła – z dużym pokojem.
– Z taką wdzięcznością, że Duch Święty mnie posłał, a ja wsłuchałam się w Jego głos i byłam tam, będąc i uczniem, i misjonarzem – podkreśliła.
Towarzyszyły jej również słowa, które szczególnie mocno wybrzmiały podczas kursu „Jezus w czterech Ewangeliach”. Jednym z powracających pytań było: „Wierzysz w to?”.
Innym ważnym doświadczeniem było odkrywanie Bożego miłosierdzia, wolności człowieka i zgody na Bożą wolę.
Ostatecznie z Grodna zabrała ze sobą proste przekonanie:
– Po ludzku jest wiele rzeczy niemożliwych, ale Bóg jest wielki. Dla Niego nie ma nic niemożliwego.
Joanna Gadoś na co dzień związana jest ze wspólnotą Misja Christi przy kościele św. Benona.
Redaktor prowadząca audycję: Weronika Ostrowska





