Błogosławiony Jerzy Matulewicz (1871–1927) nie był „świętym z pocztówki”. Dojrzał w doświadczeniu sieroty, w długiej chorobie i w pracy, która wymagała odwagi. Zostawił po sobie dzieła, które wyprzedzały epokę: odnowę życia zakonnego, wrażliwość społeczną, wizję apostolstwa świeckich oraz pasterską posługę w czasie politycznej burzy. Jego biografia pokazuje, że świętość nie ucieka od świata. Świętość porządkuje świat według Ewangelii.
Dzieciństwo: wczesna strata i szkoła cierpliwości
Jerzy urodził się 13 kwietnia 1871 roku we wsi Lugine, w pobliżu Mariampola na północnej Suwalszczyźnie. Był najmłodszym z ośmiorga dzieci w rodzinie litewskich rolników, Urszuli i Andrzeja Matulaitisów. Szybko poznał smak straty. W wieku trzech lat stracił ojca. Gdy miał dziesięć lat, zmarła jego matka.
Opiekę przejął starszy brat Jan. Był człowiekiem surowym i wymagającym. Jerzy już jako dziecko uczył się cierpliwości. Wkrótce doszły też zwyczajne, ale wyczerpujące trudy codzienności.
Dziesięć kilometrów pieszo i pierwsze duchowe fundamenty
Mając osiem lat Jerzy rozpoczął naukę w szkole podstawowej w Mariampolu. Każdego dnia pokonywał pieszo około dziesięciu kilometrów w obie strony. Chodził w deszczu, śniegu i mrozie. Mimo braków w ubraniu i podręcznikach uczył się dobrze.
Ważną rolę odegrała religijna formacja. Do pierwszej Komunii Świętej przygotował go ojciec Wincenty Sękowski, generał Zakonu Marianów. Ten wątek wróci później z wielką mocą, gdy Jerzy podejmie dzieło odnowy marianów.
Choroba, która nie złamała powołania
W czasie nauki pojawił się ból nogi. Lekarze podejrzewali reumatyzm. Wkrótce jednak otworzyła się rana. Choroba nie ustąpiła. Okazało się, że Jerzy zmaga się z gruźlicą kości. Ta dolegliwość będzie mu towarzyszyć przez całe życie.
Z powodu choroby musiał przerwać naukę i pomagał w gospodarstwie brata. Wolne chwile przeznaczał na czytanie i modlitwę. W jego sercu dojrzewało pragnienie kapłaństwa, choć wydawało się ono zbyt odległe dla chorego młodzieńca.
Kielce: powrót do nauki i decyzja o seminarium
Przełom przyszedł dzięki rodzinie. Jerzego odwiedził kuzyn Jan Matulewicz, profesor łaciny i greki, związany z Kielcami. Jerzy opowiedział mu o swoich planach. Znalazł zrozumienie i konkretną pomoc.
W 1889 roku, mając 18 lat, wyjechał do Kielc. W ciągu dwóch lat uzupełnił szkołę średnią i poprosił o przyjęcie do seminarium duchownego. Wtedy też przyjął polską formę nazwiska: Matulewicz. Tą wersją będzie się posługiwał do końca życia.
„Cicero” w sutannie: talent, pracowitość i zamknięte seminarium
W seminarium wyróżniał się nie tylko zdolnościami, ale też prostotą i delikatną uczynnością. Szczególnie imponował znajomością łaciny. Koledzy nazwali go „Ciceronem”. Rozwój przerwała polityka. W 1893 roku władze rosyjskie zamknęły seminarium kieleckie. Kleryk Matulewicz trafił do seminarium w Warszawie.
W stolicy mógł wejść głębiej w kulturę i sprawy polskie. Nawiązał też relacje z osobami, które odegrają ważną rolę w życiu Kościoła. Wśród kolegów był Henryk Przeździecki, późniejszy biskup podlaski, który podkreślał jego inteligencję i wyjątkowe zdolności.
Wrażliwość społeczna: robotnicy, „Rerum novarum” i praca u podstaw
Po studiach i formacji Matulewicz coraz wyraźniej dostrzegał problemy świata pracy. Na przełomie XIX i XX wieku rosła klasa robotnicza. Żyła w nędzy, doświadczała wyzysku i braku praw. Kościół nie zawsze potrafił odpowiedzieć szybko i adekwatnie, tym bardziej że władze rosyjskie utrudniały przepływ katolickiej myśli społecznej. Encyklika Leona XIII „Rerum novarum” pozostawała w Polsce słabo znana.
Matulewicz był przygotowany. Znał społeczną naukę Kościoła i rozumiał, że troska o zbawienie nie zwalnia z odpowiedzialności za warunki życia. Wskazywał, że pewien poziom dóbr materialnych pomaga nawet w praktykowaniu cnoty i religii. Dlatego włączył się w tworzenie katolickiego ruchu robotniczego.
Współpracował z ks. Marcelem Godlewskim przy Stowarzyszeniu Robotników Chrześcijańskich. Opracował statut organizacji. Redagował pismo „Towarzysz Pracy”. Organizował bibliotekę ekonomiczno-społeczną, kursy i konferencje. Zyskiwał autorytet, bo łączył diagnozę z konkretną pracą.
Profesor socjologii w Petersburgu i troska o inteligencję
W 1907 roku Akademia Duchowna w Petersburgu utworzyła katedrę socjologii. Na pierwszego profesora zaproszono właśnie ks. Matulewicza. Został też wicerektorem. Przez cztery lata kształcił elitę duchowieństwa katolickiego pod zaborem rosyjskim.
Równolegle widział drugi front: inteligencję. To środowisko miało ogromny wpływ na szkołę, prasę i kulturę. Matulewicz współpracował z Cecylią Plater-Zyberkówną, wspierał inicjatywy formujące katolicką młodzież i studentów. Po wyjeździe do Petersburga założył organizację „Oświata”.
Apostolstwo świeckich: myśl, która wyprzedziła epokę
W pracy z robotnikami i młodzieżą Matulewicz zobaczył ograniczenia duszpasterstwa opartego wyłącznie na duchowieństwie. Zrozumiał, że świeccy muszą wejść w przestrzeń apostolstwa. W 1910 roku zapisał w „Dzienniku duchowym” intuicję, która brzmi jak zapowiedź późniejszego nauczania soborowego: trzeba wciągnąć szerokie warstwy społeczeństwa do obrony i rozszerzania wiary oraz do troski o Kościół.
Podkreślał, że kapłan nie obejmie wszystkiego nawet przy najlepszych chęciach. Wzywał do tworzenia bractw, stowarzyszeń i formacji świeckich głosicieli wiary. To myślenie budziło podejrzenia. Bywał oskarżany o modernizm. On jednak nie szukał nowości dla efektu. Szukał skutecznych form wierności Ewangelii.
Odnowiciel marianów: zakon ukryty, ale aktywny
Matulewicz widział potrzebę „ognisk życia religijnego” w postaci zakonów. W zaborze rosyjskim carskie kasaty niemal zniszczyły męskie życie zakonne. Najpierw stanął na czele ukrytego Stowarzyszenia Mariańskiego Świeckich Kapłanów. Potem skierował wzrok na marianów, których znał od dzieciństwa z Mariampola.
Zaproponował reformę, która pozwoli zakonowi rozwijać się w sposób tajny. Projekt zyskał aprobatę generała o. Wincentego Sękowskiego i Stolicy Apostolskiej. 29 sierpnia 1909 roku złożył śluby zakonne w Warszawie. 28 listopada 1910 roku papież Pius X zatwierdził nowe konstytucje.
Zakon stał się „ukryty”. Zniesiono habit i zewnętrzne oznaki, bo inaczej wspólnota nie mogła przetrwać. Marianie mogli dzięki temu wejść do środowisk zdechrystianizowanych. Konstytucje mocno podkreślały szkoły, organizacje katolickie i prasę jako narzędzia apostolstwa.
Po śmierci o. Sękowskiego Matulewicz został przełożonym generalnym. Za jego życia liczba marianów wzrosła do 240. Pracowali w Polsce, na Litwie, Łotwie, w USA i w Rzymie. W 1913 roku założył pierwszy dom mariański w Chicago.
Wojna i dzieci: schronisko na Bielanach i praca, która kosztowała wszystko
Pierwsza wojna światowa zastała go na ziemiach polskich. Po wyjściu Rosjan z Warszawy w 1915 roku otworzył jawny dom zakonny na Bielanach i schronisko dla około 200 bezdomnych dzieci. Żeby utrzymać sieroty w latach głodu, chodził do urzędów niemieckich po przydziały żywności, odzieży i opału.
Jego odpowiedzi przeszły do pamięci świadków. Gdy urzędnik go znieważył, powiedział: „To było dla mnie, a co dla moich 200 dzieci”. Gdy zarzucono mu brak zaufania Opatrzności, odparł: „Opatrzność Boża posługuje się dobrymi ludźmi”. Z czasem schronisko stało się znanym ośrodkiem wychowawczym, przez który przeszły tysiące dzieci.
Biskup wileński: „Moją partią jest Chrystus”
23 października 1918 roku papież Benedykt XV mianował go biskupem wileńskim. Diecezja była narodowościowo mieszana i targana konfliktem polsko-litewskim. Wilno przechodziło wielokrotnie z rąk do rąk. W napięciu uczestniczyli także wierni i część duchowieństwa.
Matulewicz, Litwin z pochodzenia i człowiek uformowany w kulturze polskiej, wydawał się kandydatem opatrznościowym. On sam obawiał się tej misji. Przyjął ją jednak z posłuszeństwa. W dniu ingresu mówił jasno: chce objąć wszystkich, być ojcem i pasterzem. Deklarował gotowość cierpienia za prawdę. Podkreślał też, że jego „partią jest Chrystus”.
Skupił się na formacji duchowieństwa i rozwoju studiów. Sprowadzał zgromadzenia zakonne do pracy duszpasterskiej i wychowawczej. W 1923 roku założył Zgromadzenie Sióstr Służebnic Jezusa w Eucharystii z myślą o najbardziej opuszczonych.
Ekumeniczna intuicja: prawosławni jako bracia do „douczenia”
Ważnym i odważnym elementem jego posługi był stosunek do prawosławnych. Widział w nich braci, którzy często nie rozumieją istoty różnic. Uważał, że w wielu przypadkach nie chodzi o przymus „nawracania”, ale o cierpliwe dokształcanie religijne. W dziełach miłosierdzia nie robił różnicy ze względu na wyznanie. Te poglądy wyprzedzały epokę i torowały drogę późniejszemu ekumenizmowi.
Ataki, cierpienie i rezygnacja dla dobra Kościoła
W realiach politycznych był naciskany z każdej strony. Polskie środowiska domagały się ograniczania języków litewskiego i białoruskiego oraz usuwania „niewygodnych” księży. Litwa oczekiwała odwrotnego w części diecezji po swojej stronie. Biskup sprzeciwiał się politycznej ingerencji w życie Kościoła. Za to spotykała go zorganizowana kampania oszczerstw.
W 1925 roku prosił papieża o zwolnienie z diecezji. 14 lipca 1925 roku został zwolniony. Żegnając się, prosił diecezjan o to, by patrzyli raczej na to, co łączy, niż na to, co dzieli.
Wizytator apostolski na Litwie: ratować Kościół przed rozpadem
Po konkordacie watykańsko-polskim na Litwie wybuchło oburzenie wobec Stolicy Apostolskiej. Pius XI wysłał Matulewicza jako wizytatora apostolskiego. Zastał sytuację dramatyczną. Opisywał zerwane relacje ze Stolicą Świętą, uprzedzenia i ryzyko duchowej katastrofy.
W krótkim czasie opracował projekt nowej prowincji kościelnej. Została ustanowiona konstytucją apostolską „Lituanorum gente” 4 kwietnia 1926 roku. Przeprowadził reformy instytucji kościelnych, seminarium i życia zakonnego. Wzmacniał Akcję Katolicką. Przywrócił zaufanie do Rzymu.
Ostatnie dni: „Bądźcie zjednoczeni i pracujcie ofiarnie”
W styczniu 1927 roku zakończył prace nad projektem konkordatu Litwy ze Stolicą Apostolską. Po wysłaniu sprawozdania zachorował. Nastąpił ostry atak zapalenia wyrostka. Mimo operacji słabł. Przyjmował Komunię Świętą, a 26 stycznia poprosił o Wiatyk. Tego samego dnia powiedział: „Wystarczy, odchodzę do wieczności”. Zmarł 27 stycznia 1927 roku. Jedne z ostatnich słów brzmiały: „Bądźcie zjednoczeni i pracujcie ofiarnie”.
„Człowiek prawdziwie święty”: duchowy rdzeń jego życia
Matulewicz pozostawił „Dziennik duchowy”, w którym streścił swoje hasło: we wszystkim szukać Boga, czynić wszystko na większą chwałę Bożą i wnosić ducha Bożego w każdą dziedzinę życia. Jego miłość do Kościoła była radykalna i pokorna. Modlił się nawet o to, by być w Kościele jak „ścierka”, użyta i odłożona, byle w domu Bożym było czyściej.
Pius XI, który znał go osobiście, nazwał go „prawdziwym mężem Bożym”. Po latach, patrząc na jego portret, powiedział: „drogi dar, ponieważ bardzo droga osoba”, a potem dodał: „człowiek prawdziwie święty”.
Beatyfikacja i aktualność jego przesłania
Proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1953 roku. W 1982 roku Kościół ogłosił dekret o heroiczności cnót. 28 czerwca 1987 roku Jan Paweł II beatyfikował abp. Jerzego Matulaitisa-Matulewicza w bazylice św. Piotra w Rzymie.
Dziś błogosławiony Jerzy pozostaje patronem ludzi w trudnych sytuacjach: chorych, wyzyskiwanych i prześladowanych. Jest też znakiem pojednania dla Polaków i Litwinów. Jego życie pokazuje, że prawdziwa jedność nie rodzi się z politycznych kalkulacji. Rodzi się z Ewangelii, z cierpliwej służby i z gotowości, by „zwyciężać zło dobrem”.
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego: https://sulejowek.marianie.pl






