Czy rozprowadzanie tabletek poronnych w Polsce jest legalne? Dlaczego, mimo istniejących przepisów, organizacje oferujące pomoc w aborcji mogą prowadzić swoją działalność? I czy lekarze oraz położne, którzy odmawiają udziału w takich procedurach, są wystarczająco chronieni? O prawnych aspektach ochrony życia, zagrożeniach związanych z aborcją farmakologiczną oraz proponowanych zmianach w ustawodawstwie Maria Skonieczka rozmawiała z mec. Katarzyną Gęsiak, radcą prawnym, dyrektor programu „Życie i Bioetyka” Instytutu Ordo Iuris.
Maria Skonieczka: Zacznijmy od podstawowego pytania: od którego momentu polskie prawo chroni życie człowieka i jak definiuje aborcję?
Katarzyna Gęsiak: W polskim prawie punktem wyjścia jest art. 38 Konstytucji, który zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia. Należy go odczytywać w powiązaniu z art. 30, dotyczącym przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka.
Właśnie z tego powiązania wynika, co wielokrotnie potwierdzał Trybunał Konstytucyjny, że życie ludzkie podlega ochronie od momentu poczęcia. Godność człowieka nie zależy bowiem od etapu jego rozwoju. Na gruncie polskiego prawa ochrona życia przysługuje zatem od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Jeżeli chodzi o aborcję, warto zwrócić uwagę na pewną istotną kwestię terminologiczną. Polskie prawo nie posługuje się pojęciem „aborcja”, lecz „przerwanie ciąży”. Nie zawiera również ustawowej definicji tego drugiego pojęcia. W Instytucie Ordo Iuris przyjmujemy rozumienie aborcji jako działania, którego celem jest pozbawienie życia dziecka przed jego narodzeniem. Istotny jest tutaj zamiar, a więc to, że określona procedura jest podejmowana właśnie po to, aby doprowadzić do śmierci dziecka.
Dlaczego to rozróżnienie między aborcją a przerwaniem ciąży jest tak istotne?
Ponieważ przerwanie ciąży nie musi oznaczać śmierci dziecka. W sensie biologicznym jest to oddzielenie dziecka od organizmu matki. Jeżeli ciąża jest na tyle zaawansowana, że dziecko może przeżyć poza jej organizmem, zakończenie ciąży powinno wiązać się z zapewnieniem mu odpowiedniej opieki medycznej. W tym kontekście warto przypomnieć głośną sprawę z Oleśnicy, dotyczącą zakończenia ciąży w 37. tygodniu. Mówimy o sytuacji, w której dziecko mogło już żyć poza organizmem matki. Właśnie dlatego nie można automatycznie utożsamiać aborcji z przerwaniem ciąży. Oczywiście na bardzo wczesnym etapie ciąży, na przykład w 12. tygodniu, dziecko nie ma możliwości przeżycia poza organizmem matki. Jednak w późniejszych etapach sytuacja jest zupełnie inna.
Poza tym istotną rolę odgrywa tutaj motywacja – przepisy polskiego dopuszczają przerwanie ciąży w określonych przypadkach, jednak ze względu na inne dobro również chronione prawem – a więc przede wszystkim życie i zdrowie matki (jest to tzw. kolizja dóbr). Ryzyko poświęcenia życia dziecka jest niejako „skutkiem ubocznym” działań podejmowanych w słusznym celu. Przepisy nie dopuszczają natomiast celowego zamachu na życie dziecka, właściwego dla aborcji, czyli gdy matka dąży do pozbycia się dziecka rozumianego jako ciężar. To rozróżnienie ma ogromne znaczenie prawne i etyczne. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której dopuszczalne na zasadzie wyjątku przerwanie ciąży będzie traktowane jako równoznaczne z dopuszczalnością zamachu na życie dziecka.
Przejdźmy do tabletek poronnych. Czy ich sprzedaż i rozprowadzanie w Polsce są legalne?
Żaden preparat przeznaczony konkretnie do przeprowadzania aborcji farmakologicznej nie został w Polsce dopuszczony do obrotu jako produkt o takim wskazaniu. Dopuszczenie produktu leczniczego do obrotu wymaga odpowiedniej procedury i decyzji właściwego organu. Jest to związane przede wszystkim z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa stosowania leków.
W przypadku aborcji farmakologicznej mówimy najczęściej o dwóch substancjach. Pierwszą jest mifepriston, który nie został dopuszczony do obrotu w Polsce. Drugą jest mizoprostol. Ta substancja występuje w produktach leczniczych dopuszczonych na polski rynek, ale z innymi wskazaniami terapeutycznymi. Ponadto w legalnym obiegu są to produkty, które można nabyć na podstawie recepty lekarskiej. Nie mamy zatem w Polsce dopuszczonych do obrotu produktów leczniczych przeznaczonych stricte do przeprowadzania aborcji farmakologicznej. Preparaty sprowadzane i rozprowadzane w tym celu funkcjonują poza oficjalnym systemem dystrybucji.
Skoro tak, dlaczego organizacje zajmujące się dostarczaniem tabletek poronnych mogą nadal działać? Czy prawo jest wobec tego procederu bezsilne?
Instrumenty prawne istnieją. Mamy przecież przepisy Kodeksu karnego, które przewidują odpowiedzialność za pomoc w dokonaniu aborcji z naruszeniem przepisów ustawy. Jeżeli określone osoby czy organizacje dostarczają kobiecie tabletki w celu przeprowadzenia nielegalnej aborcji, to w mojej ocenie możemy mówić o pomocnictwie w jej dokonaniu. Dotyczy to zarówno przekazywania preparatów osobiście, wysyłania ich pocztą, jak i nowych sposobów dystrybucji. Pojawił się przecież pomysł tak zwanego abortomatu, czyli urządzenia, z którego można odebrać tabletki. Ktoś jednak musi takie urządzenie zaopatrzyć, umieścić preparaty w skrytkach i przekazać kod umożliwiający ich odbiór. Za tym rozwiązaniem stoją konkretne osoby podejmujące określone działania.
Art. 152 § 2 Kodeksu karnego przewiduje odpowiedzialność za udzielanie pomocy kobiecie ciężarnej w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub nakłanianie jej do tego. Jest to przestępstwo, które powinno być ścigane tak jak inne czyny zabronione. Ponadto w Prawie farmaceutycznym mamy przepisy karne, na podstawie których powinna być ścigana nielegalna dystrybucja preparatów niedopuszczonych do obrotu. Moim zdaniem problem nie polega więc na braku odpowiednich instrumentów prawnych, ale na ich niestosowaniu. Uważam, że przyczyny takiego stanu rzeczy mają przede wszystkim charakter polityczny.
Czy wiadomo, jak wiele aborcji farmakologicznych przeprowadza się w Polsce? Czy istnieją wiarygodne dane dotyczące skali tego zjawiska?
Nie dysponujemy takimi danymi. Nie opieramy się również na statystykach publikowanych przez same organizacje aborcyjne, ponieważ nie sposób zweryfikować ich wiarygodność. Skala zjawiska może być duża, ale problem polega na tym, że odbywa się ono zasadniczo poza kontrolą. Nie wiemy, ile kobiet rzeczywiście sięga po tabletki poronne i w jakich okolicznościach je przyjmuje. Nie mamy także możliwości ustalenia, jak często dochodzi do powikłań. Trudno powiedzieć, czy same organizacje prowadzą szczegółowe statystyki, ponieważ takie informacje mogłyby mieć również niekorzystne dla nich znaczenie dowodowe.
Jakie zagrożenia dla zdrowia kobiet wiążą się z przyjmowaniem takich preparatów bez opieki lekarskiej?
Przede wszystkim kobieta może przyjmować te środki bez wcześniejszej diagnostyki, nie wiedząc, czy istnieją u niej przeciwwskazania do ich zastosowania. W przypadku wystąpienia powikłań, na przykład krwotoku, może być konieczna pilna interwencja medyczna. W jednym poradników publikowanych przez organizacje wspierające dostęp do aborcji farmakologicznej znalazłam wskazanie, żeby w przypadku krwotoku zgłosić się do szpitala i powiedzieć, że doszło do samoistnego poronienia. W mojej ocenie pokazuje to, że osoby udostępniające takie instrukcje mają świadomość realnego ryzyka wystąpienia poważnych, zagrażających życiu kobiet komplikacji.
Skąd wzięło się Pani zainteresowanie ochroną życia? Co sprawiło, że postanowiła Pani zająć się tym zagadnieniem również zawodowo?
Myślę, że duże znaczenie miało moje osobiste doświadczenie. Kiedy byłam w ciąży z drugim dzieckiem, w naturalny sposób wzrosła moja wrażliwość na kwestie związane z ochroną życia. Z drugiej strony już podczas studiów interesowałam się prawem farmaceutycznym. Zawsze bliskie były mi zagadnienia łączące prawo z medycyną i farmacją. Ochrona życia jest właśnie taką dziedziną. Wymaga nie tylko znajomości przepisów, lecz także rozumienia zagadnień medycznych, farmaceutycznych i bioetycznych. To obszar, w którym mogę połączyć swoje zainteresowania z działalnością prawniczą.
Czy pamięta Pani sytuację, w której działalność Instytutu Ordo Iuris rzeczywiście przyczyniła się do ochrony życia konkretnego dziecka?
Przypominam sobie sprawę sprzed kilku lat, dotyczącą jednego ze szpitali bodajże w Białymstoku. Z naszych informacji wynikało, że kobieta zgłosiła się tam w celu przeprowadzenia aborcji, ale szpital odmówił wykonania procedury. Co dla nas było szczególnie istotne, w uzasadnieniu tej decyzji powołano się na przygotowaną przez nas opinię prawną. Był to dla nas bardzo ważny sygnał, że nasza praca ma realne znaczenie i że argumentacja prawna, którą przedstawiamy, może być wykorzystywana przez lekarzy i placówki medyczne. Niestety później dowiedzieliśmy się, że kobieta zwróciła się o pomoc do jednej z organizacji aborcyjnych, której przedstawicielki podjęły dopięły swego i aborcję przeprowadzono w innym szpitalu. Mimo to ta sytuacja pokazała nam, że nasze analizy docierają do odbiorców i mogą wpływać na konkretne decyzje.
Regularnie przygotowujemy i rozpowszechniamy opinie prawne, analizy oraz poradniki. Staramy się docierać z nimi także do środowiska medycznego, ponieważ to przede wszystkim lekarze podejmują w takich sytuacjach decyzje o życiu lub śmierci. Nie zawsze otrzymujemy jednak informacje zwrotne. Dlatego trudno nam ocenić, w ilu przypadkach nasze argumenty zostały rzeczywiście wykorzystane i ile dzieci udało się uratować.
Zdarza się, że nawet wśród organizacji popierających dostęp do aborcji pojawiają się różnice zdań dotyczące tabletek poronnych. Jedna z organizacji zajmujących się wyjazdami aborcyjnymi do Czech krytykowała działania Aborcyjnego Dream Teamu, wskazując na ryzyko związane z przyjmowaniem tabletek bez opieki lekarskiej. Czy dostrzega Pani takie podziały?
Nie wiedziałam o tym konkretnym sporze, ale nie wykluczam, że między tymi organizacjami mogą występować różnice interesów, także finansowych. Z tego, co wiem, przekazywanie tabletek bywa przedstawiane jako działalność oparta na darowiznach na rzecz fundacji, a nie jako ich sprzedaż, ale z tego co wiem, przekazanie preparatów uzależnione jest od wpłaty określonej kwoty. Niezależnie od tych kwestii trzeba pamiętać o zagrożeniach zdrowotnych. Niedawno natrafiłam na zagraniczne badania dotyczące kraju, w którym tabletki poronne były dostępne bez recepty. Wskazywano w nich na powikłania, wśród których najczęściej występowały niebezpieczne dla życia poronienia niezupełne i krwotoki. To pokazuje, dlaczego kwestia bezpieczeństwa stosowania takich środków powinna być traktowana niezwykle poważnie.
W dyskusji o aborcji często pomija się również psychiczne doświadczenia kobiet. Kobiety po poronieniu samoistnym mogą korzystać z określonych uprawnień, natomiast o cierpieniu kobiet po aborcji mówi się znacznie mniej. Czy dostrzega Pani tę dysproporcję?
Tak. Warto zwrócić uwagę na rozwiązania przewidziane w jednym z ostatnio procedowanych projektów ustaw dotyczących przerywania ciąży. Projekt Trzeciej Drogi przewiduje w mojej ocenie szczególne uprzywilejowanie kobiet korzystających z procedury aborcji w kilku obszarach.
Pierwszym jest dostęp do samej procedury. Zgodnie z proponowanymi rozwiązaniami miałaby ona zostać przeprowadzona w ciągu 72 godzin od wyrażenia przez kobietę pisemnej zgody. Moment wyrażenia tej zgody miałby być formalnie odnotowywany. Drugim obszarem jest gwarantowany dostęp do pomocy psychologicznej. Trzecim jest przyznanie pierwszeństwa w korzystaniu z określonych świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
Projekt przewiduje, że kobieta przez sześć miesięcy po przerwaniu ciąży miałaby mieć dostęp do finansowanej ze środków publicznych pomocy psychologicznej poza kolejnością, podobnie jak inne grupy osób korzystających ze szczególnych uprawnień. Warto zastanowić się nad uzasadnieniem takiej regulacji. Jeżeli projektodawcy przewidują szczególne wsparcie psychologiczne przez sześć miesięcy, to zasadniczo sami dostrzegają wysokie ryzyko występowania problemów psychicznych, które najwyraźniej nie ustępują bezpośrednio po przeprowadzeniu aborcji.
Wspomniała Pani o projektach ustaw dotyczących aborcji, które zostały przyjęte przez Sejm. Jak ocenia Pani proponowane zmiany?
Oceniam je bardzo krytycznie. W moim przekonaniu oba projekty budzą poważne zastrzeżenia konstytucyjne. Mam nadzieję, że nie wejdą w życie i zostaną zawetowane przez prezydenta. Nie chodzi tutaj o polityczne czy partyjne sympatie, ale o zgodność proponowanych rozwiązań z konstytucyjną ochroną życia. Obawiam się również, że proponowane przepisy mogłyby ułatwić rozwój działalności placówek zajmujących się komercyjnym przeprowadzaniem aborcji, jak ma to miejsce na masową skalę np. w USA.
Jak te zmiany mogłyby wpłynąć na finansowanie i miejsce wykonywania takich procedur?
Obecne przepisy określają sytuacje, w których przerwanie ciąży może być legalnie przeprowadzone, oraz warunki wykonywania tych świadczeń. Projekt Trzeciej Drogi przewiduje odejście od wymogu wykonywania przerwania ciąży w szpitalu. Oznaczałoby to możliwość ich przeprowadzania również w innych miejscach, na przykład w prywatnych gabinetach lekarskich. Czyli de facto otworzyłby się rynek dla komercyjnych klinik aborcyjnych. Jednocześnie projekt zakłada finansowanie takich świadczeń ze środków publicznych. Z mojego punktu widzenia jest to bardzo istotna zmiana, ponieważ dotyczy nie tylko zakresu dopuszczalności aborcji, ale również zaangażowania państwa i pieniędzy pochodzących ze składek obywateli.
Co w tej sytuacji z lekarzami, którzy ze względu na swoje przekonania i sumienie odmawiają uczestniczenia w aborcji? Czy nadal będą mogli powoływać się na klauzulę sumienia?
Formalnie klauzula sumienia pozostaje w mocy. Proponowane przepisy nie przewidują jej bezpośredniego zniesienia. Problem polega jednak na tym, że możliwe jest ograniczanie jej stosowania w sposób pośredni, co w zasadzie już nastąpiło po wydaniu wytycznych MZ Izabeli Leszczyny w 2024 r. W projekcie Trzeciej Drogi pojawiają się rozwiązania przypominające treść tych wytycznych. Szpitale i pracujący w nich lekarze obawiają się konsekwencji finansowych, zwłaszcza sankcji dotyczących utraty lub potrącania sum z kontraktów z Narodowym Funduszem Zdrowia w przypadku odmowy wykonania aborcji. Takie przypadki już miały miejsce.
Może więc dochodzić do sytuacji, w której lekarz korzysta z przysługującej mu klauzuli sumienia i odmawia wykonania określonej procedury, ale konsekwencje tej odmowy ponosi cała placówka medyczna. Żeby szpitale nie zostały narażone na utratę części finansowania, presja na lekarzy musi być ogromna. W ten sposób klauzula sumienia nie zostaje formalnie zlikwidowana, ale korzystanie z niej staje się coraz trudniejsze. Uważam, że jest to próba jej ograniczania drogą pośrednią.
Czy lekarze i położne już dziś zgłaszają Państwu przypadki nacisków związanych z wykonywaniem aborcji?
Tak, mieliśmy kontakt między innymi z położnymi, które opowiadały o takich sytuacjach. Zdarzało się, że nie informowano ich o wcześniejszym podaniu pacjentce środka poronnego. W rezultacie dalszy etap procedury przypadał na dyżur położnej, która ze względu na swoje przekonania nie chciała w niej uczestniczyć. To bardzo trudna sytuacja, ponieważ taka osoba zostaje postawiona przed faktem dokonanym. Położne, z którymi rozmawialiśmy, zawsze podkreślały, że jeśli występuje rzeczywiste zagrożenie życia pacjentki, będą podejmować wszelkie konieczne działania medyczne. Nie chodzi więc o odmawianie pomocy kobiecie znajdującej się w niebezpieczeństwie. Chodzi o sytuacje, w których pracownik personelu medycznego jest wbrew swojej woli angażowany w procedurę, której przeprowadzenie pozostaje w sprzeczności z jego sumieniem. Z relacji tych położnych wynikało, że spotykały się z naciskami zarówno ze strony współpracowników, jak i przełożonych. W ich odczuciu były to próby zmuszenia ich do uczestnictwa w działaniach, na które nie wyrażały zgody.
Czy osoby, które doświadczają takich nacisków w szpitalach i innych placówkach medycznych, mogą zwrócić się do Instytutu Ordo Iuris po pomoc prawną?
Oczywiście. Jesteśmy otwarci na udzielanie pomocy w takich sytuacjach. W ramach naszej działalności procesowej analizujemy konkretne przypadki i staramy się dobierać odpowiednie środki prawne do okoliczności danej sprawy.
Dziękuję za rozmowę!






