Czy szopka pokazuje prawdziwe miejsce narodzenia Jezusa, czy raczej nasze europejskie wyobrażenie o Betlejem? Dlaczego w ogóle mówimy, że „nie było miejsca w gospodzie”, skoro w oryginalnym tekście Ewangelii chodzi o coś innego? Skąd wzięła się data 25 grudnia – i czy naprawdę jest tylko „chrześcijańską odpowiedzią” na pogańskie święto słońca? Kim byli mędrcy ze Wschodu i dlaczego tradycja zrobiła z nich trzech królów z imionami, których nie ma w Biblii?
Co jest tradycją, a co dopowiedzeniem?
W kolejnym spotkaniu w audycji „Ucho Igielne” Mariola Serafin rozmawia pod Jerozolimą, w pobliżu Ain Karem, z ojcem Jakubem Waszkowiakiem, franciszkaninem i profesorem Pisma Świętego w Ziemi Świętej.
Szopka i miejsce narodzenia Jezusa. Stajenka czy grota?
Rozmowa zaczyna się od znanego wszystkim symbolu – szopki bożonarodzeniowej. Ojciec Jakub przypomina, że tradycja szopki w formie, jaką znamy, wiąże się ze św. Franciszkiem z Asyżu i Greccio w XIII wieku. W Ewangelii jest mowa o żłobie, więc w Europie naturalnie zrodził się obraz stajni. Jednak w Ziemi Świętej mocno obecna jest tradycja, że Jezus narodził się w grocie – i nie jest to późna legenda, tylko przekaz wsparty wczesnymi świadectwami oraz historią miejsca.
W audycji pada ważne doprecyzowanie: w realiach Palestyny groty często stanowiły część zabudowań. Mogły służyć jako magazyny albo dodatkowe pomieszczenia, czasem także dla zwierząt. Europejska „stajenka” może więc być uproszczonym odpowiednikiem tego, co w tamtym świecie było groto–pomieszczeniem. Znika też przesadna dramaturgia: nie musi chodzić o brud, chłód i odrzucenie, lecz o zwyczajną potrzebę znalezienia miejsca bardziej ustronnego, kiedy w domu nie było wolnego pokoju.
„Nie było dla nich miejsca w gospodzie” – skąd wziął się ten scenariusz?
Ojciec Jakub wchodzi w szczegół językowy, który zmienia sposób czytania Ewangelii. W tekście greckim pojawia się słowo katalyma, które może oznaczać pokój gościnny albo miejsce noclegu, ale nie musi sugerować klasycznej „gospody” znanej z filmów i jasełek. Dlatego popularny obraz Józefa, który puka od drzwi do drzwi i wszędzie słyszy odmowę, może być bardziej wytworem tradycji niż wynikiem samego tekstu.
W audycji pada też uwaga o podróży do Betlejem: to nie musiała być wyprawa „do miasta przodków” z samej tylko genealogii. W realiach administracyjnych ludzie udawali się tam, gdzie mieli posiadłości i zobowiązania. To sugeruje, że Betlejem mogło być dla Józefa miejscem bardziej „własnym”, niż zwykle sobie wyobrażamy.
Ucieczka do Egiptu i polityka. Dlaczego rodzina Jezusa się bała?
Rozmowa pokazuje, że Boże Narodzenie nie rozgrywa się w bajkowym świecie. W tle jest polityka, przemoc i lęk. Herod Wielki nie jest tu postacią z jasełek, tylko realnym władcą, który potrafił mordować również we własnej rodzinie. Ojciec Jakub podkreśla, że informacja o narodzinach Mesjasza mogła w Herodzie „pracować” nawet dwa lata, zanim podjął ostateczną decyzję o zabiciu dzieci do lat dwóch.
Po śmierci Heroda problem nie znika. Pojawia się Archelaos, którego okrucieństwa obawiała się Święta Rodzina. Dlatego wybór Nazaretu można czytać jako decyzję podyktowaną bezpieczeństwem, a nie tylko „przypadkowym powrotem”.
Dlaczego obchodzimy Boże Narodzenie 25 grudnia?
W audycji pada odpowiedź na popularny mit: że chrześcijaństwo „zabrało” datę 25 grudnia pogańskiemu świętu słońca. Ojciec Jakub tłumaczy, że choć Biblia nie podaje daty narodzin Jezusa, istnieją wczesne świadectwa chrześcijańskie, które wskazują na 25 grudnia zanim oficjalnie ukształtowało się pogańskie święto w formie znanej z IV wieku. Wspomina się m.in. Hipolita z Rzymu oraz tradycję łączenia Zwiastowania z 25 marca, co naturalnie prowadzi do końca grudnia.
Rozmowa dotyka też kwestii rachuby lat. Obliczenia Dionizego Małego, które ukształtowały nasz kalendarz, nie zgadzają się idealnie z historycznymi danymi o śmierci Heroda. Stąd wniosek, że Jezus mógł urodzić się kilka lat wcześniej, około 7–6 roku „przed rokiem zerowym” w dzisiejszym ujęciu.
- Data 25 grudnia nie pochodzi z Biblii, ale ma bardzo wczesne świadectwa chrześcijańskie.
- Teza o prostym „zastąpieniu” pogańskiego święta jest zbyt uproszczona.
- Historycznie narodziny Jezusa mogły przypadać kilka lat wcześniej, niż sugeruje późniejsza rachuba.
Trzej królowie czy mędrcy? I co naprawdę oznacza napis na drzwiach?
Ewangelia mówi o mędrcach ze Wschodu, a nie o królach. Greckie „magoi” oznacza perskich kapłanów – ludzi wykształconych, zwłaszcza w astronomii. Z czasem tradycja „ukoronowała” ich, dopisała liczbę trzech na podstawie trzech darów oraz nadała im imiona znane dzisiaj. Ojciec Jakub podkreśla jednak, że Biblia nie podaje ani liczby, ani imion, a w tradycji przedstawiano nawet różne liczby mędrców.
Pojawia się też praktyczny wątek kolędy i wizyty duszpasterskiej: zapis na drzwiach. W audycji pada wyjaśnienie, że sens liturgiczny wiąże się z błogosławieństwem: C+M+B jako skrót łacińskiej prośby o błogosławieństwo Chrystusa dla domu, a nie jako inicjały imion.
- W Biblii nie ma „trzech królów”, są mędrcy – a ich liczba nie jest podana.
- Imiona Kacper, Melchior i Baltazar to tradycja średniowieczna, a nie fakt ewangeliczny.
- Napis na drzwiach ma sens błogosławieństwa (C+M+B), nie „podpisu” mędrców.
Kiedy oddzielamy to, co pewne w Piśmie Świętym, od warstwy dopowiedzeń, nie tracimy świąt – tylko odzyskujemy ich sens. Tradycje mogą pomagać w przeżywaniu wiary, ale nie powinny zastępować Ewangelii. A pytania o źródła, język i historię nie są zagrożeniem dla wiary, lecz sposobem, by ją pogłębić i przeżywać dojrzalej.
- Oddzielenie Biblii od dopowiedzeń nie zubaża Bożego Narodzenia, tylko je pogłębia.
- Tradycja ma wartość, gdy prowadzi do Jezusa, a nie tylko do scenografii świąt.
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego: scontent






