Wyrok amerykańskiego sądu przeciwko gigantom technologicznym może okazać się jednym z najważniejszych momentów w historii internetu. Coraz częściej porównuje się go do przełomowych procesów przeciwko przemysłowi tytoniowemu – tych, które zmieniły sposób myślenia o odpowiedzialności korporacji za zdrowie społeczeństwa.
Sąd uznaje: technologia może szkodzić
Sprawa dotyczy młodej kobiety, która – według ustaleń sądu – padła ofiarą uzależniającego działania platform społecznościowych. Ława przysięgłych uznała, że zarówno Meta, jak i YouTube ponoszą odpowiedzialność za stworzenie mechanizmów sprzyjających uzależnieniu i pogorszeniu zdrowia psychicznego użytkownika.
W efekcie firmy mają zapłacić łącznie około 6 milionów dolarów odszkodowania.
Choć kwota ta jest symboliczna wobec gigantycznych przychodów korporacji technologicznych, znaczenie wyroku jest znacznie większe. To pierwszy przypadek, gdy sąd jasno uznał, że projektowanie platform może stanowić źródło realnej szkody.
Nie treść, lecz mechanizm
Kluczowy w tej sprawie jest sposób argumentacji prawnej. Nie chodziło o konkretne treści publikowane w internecie, lecz o samą konstrukcję platform.
Prawnicy wykazali, że takie funkcje jak nieskończone przewijanie, automatyczne odtwarzanie czy algorytmy rekomendacji zostały zaprojektowane w sposób zwiększający zaangażowanie użytkownika – nawet kosztem jego zdrowia psychicznego.
To zasadnicza zmiana. Dotychczas firmy technologiczne skutecznie broniły się przepisami chroniącymi je przed odpowiedzialnością za treści użytkowników. Tym razem odpowiedzialność przeniesiono na „produkt” – czyli sam mechanizm działania aplikacji.
„Moment tytoniowy” dla Doliny Krzemowej
Właśnie dlatego coraz częściej pojawia się porównanie do przemysłu tytoniowego. W latach 90. XX wieku koncerny tytoniowe przez lata zaprzeczały szkodliwości swoich produktów, aż zostały zmuszone do wypłaty miliardowych odszkodowań i zmiany praktyk.
Dziś podobny scenariusz zaczyna dotyczyć firm technologicznych. Eksperci wskazują, że ten proces może być „sygnałem alarmowym” dla całej branży.
Co więcej, wyrok ma charakter tzw. „bellwether trial” – sprawy pilotażowej, która wyznacza kierunek dla tysięcy kolejnych pozwów. W samym stanie Kalifornia w USA toczą się już tysiące podobnych spraw.
Lawina pozwów i presja regulacyjna
Konsekwencje mogą być ogromne. Jeśli kolejne sądy będą orzekać podobnie, firmy technologiczne staną przed realną groźbą wielomiliardowych odszkodowań.
Równolegle rośnie presja polityczna. W Stanach Zjednoczonych i Europie coraz częściej mówi się o konieczności wprowadzenia regulacji chroniących dzieci i młodzież przed szkodliwym wpływem mediów społecznościowych.
Wyrok może więc przyspieszyć proces legislacyjny, podobnie jak kiedyś procesy przeciwko koncernom tytoniowym doprowadziły do zakazu reklam papierosów i obowiązkowych ostrzeżeń zdrowotnych.
Spór, który dopiero się zaczyna
Firmy nie zamierzają jednak łatwo ustąpić. Zarówno Meta, jak i YouTube zapowiedziały apelację, podważając zarówno ustalenia sądu, jak i samą koncepcję „uzależnienia od mediów społecznościowych”.
Debata pozostaje więc otwarta. Część ekspertów ostrzega przed nadmierną regulacją i ograniczaniem wolności w internecie. Inni wskazują, że brak reakcji może pogłębić kryzys zdrowia psychicznego wśród młodych ludzi.
Jedno jest pewne: wyrok w tej sprawie zmienia punkt ciężkości. Po raz pierwszy to nie użytkownik, lecz twórca technologii został uznany za odpowiedzialnego za jej skutki.
Punkt zwrotny dla cyfrowego świata
Czy rzeczywiście mamy do czynienia z „momentem tytoniowym” dla Big Tech? Odpowiedź poznamy w najbliższych latach.
Jeśli jednak historia przemysłu tytoniowego ma się powtórzyć, obecne wydarzenia mogą zapoczątkować głęboką transformację całej branży technologicznej – od modelu maksymalizacji zaangażowania po model odpowiedzialności za człowieka.
Tekst: Grzegorz Kozłowski | za: NCR
Źródło zdjęcia głównego: meta.stock






