Połączenie geografii i szydełkowania brzmi jak pomysł z dwóch zupełnie różnych porządków. A jednak właśnie z takiego zestawienia powstał projekt, który dziś zachwyca zwiedzających w Polskim Komitecie Olimpijskim. Maria Jęczmyk, artystka, geografka i autorka strony PukaPuka, stworzyła wystawę „Geografia Olimpijska, czyli flagi naszego świata”, na której można zobaczyć 206 szydełkowanych flag krajów i terytoriów olimpijskich. To opowieść nie tylko o rękodziele, ale też o pasji, cierpliwości i umiejętności patrzenia na świat przez pryzmat detalu.

Od geografii do szydełka
Maria Jęczmyk przyznaje, że szydełkowanie nie było obecne w jej rodzinnym domu. Jako dziecko i nastolatka nie miała większego kontaktu z rękodziełem. Trochę haftowała, ale bardziej z potrzeby zajęcia rąk niż z prawdziwej pasji. Wszystko zmieniło się dopiero w czasie studiów geograficznych.
Na jednym z obozów, podczas których była częścią kadry, zauważyła nastoletnie uczestniczki szydełkujące w wolnych chwilach. Z ciekawości postanowiła spróbować. Znalazła w domu stare szydełko, zabrała je ze sobą i zaczęła stawiać pierwsze kroki. Początki były trudne, bo narzędzie nie pasowało do włóczki, a sama technika była jej całkowicie obca. Mimo to coś ją w tym zajęciu wciągnęło.
Jak wspomina, przez pierwsze lata powstawały niemal wyłącznie serwetki. Szukała wzorów w przecenionych gazetkach, które kupowała na stoiskach przy Dworcu Zachodnim i na bazarach. Sam proces tworzenia dawał jej tyle satysfakcji, że nie chodziło już o efekt użytkowy, ale o samą przyjemność pracy. Z czasem odkryła, że szydełko daje znacznie większe możliwości. Można sięgać po grubsze włóczki, mocniejsze kolory i własne wzory.
Szydełkowane mapy zaczęły wszystko
Przełom przyszedł wtedy, gdy znajoma wróciła z misji w Afryce i poprosiła Marię Jęczmyk o wyjątkowy prezent. Chciała dostać poduszkę z konturem Afryki. Artystka podjęła wyzwanie i stworzyła pierwszą szydełkowaną mapę. To właśnie ten projekt otworzył przed nią zupełnie nowy kierunek.
Wtedy uświadomiła sobie, że choć wiele osób szydełkuje, a geografów także nie brakuje, to połączenie tych dwóch światów niemal nie istnieje. Pojawiła się więc myśl, by przenosić mapy z atlasu na szydełko. Pomagały w tym studia geograficzne i podstawy kartografii, dzięki którym potrafiła odwzorować linie brzegowe, cieśniny czy zatoki. Szydełkowanie map stało się dla niej formą podróżowania.
Każdy kolejny rządek włóczki oznaczał nowe geograficzne wyzwanie. Kontury kontynentów, proporcje i układ lądów przestawały być tylko abstrakcyjną wiedzą. Stawały się częścią ręcznej pracy. Powstawały poduszki, koce, dywany i łapki kuchenne z motywami map świata.

Kiedy mapa staje się zbyt abstrakcyjna
Choć szydełkowane mapy budziły zainteresowanie, z czasem Maria Jęczmyk zauważyła pewien problem. Dla osób, które lubią geografię, taki projekt był fascynujący i czytelny. Jednak dla wielu innych wyszydełkowany kontur kontynentu pozostawał jedynie kolorową plamą bez znaczenia. Wtedy pojawiła się refleksja, że warto stworzyć coś bardziej rozpoznawalnego.
Tak narodził się pomysł szydełkowania flag. Flagi, zwłaszcza w niewielkim formacie, okazały się idealnym rozwiązaniem. Są czytelne, charakterystyczne i od razu budzą skojarzenia. Każdy rozpozna polską flagę, amerykańską czy irlandzką. To już nie abstrakcyjny kształt, ale symbol, który wywołuje emocje i poczucie przynależności.
Autorka zaczęła więc tworzyć pierwsze małe flagi, mniej więcej w formacie 10 na 16 centymetrów. Początkowo korzystała wyłącznie z włóczek, które miała w swoich zapasach. Jeśli pod ręką były odpowiednie kolory, powstawała konkretna flaga. W ten sposób pojawiły się między innymi Ghana czy Irlandia. Z czasem trzeba było jednak dokupywać nowe włóczki, bo projekt zaczął się rozrastać.
Geografia olimpijska i 206 szydełkowanych flag
Pomysł wystawy w Polskim Komitecie Olimpijskim pojawił się później. To nie był projekt zaplanowany od początku. Najpierw były pojedyncze flagi, potem coraz więcej flag, aż wreszcie narodziła się myśl, by stworzyć całą kolekcję wszystkich krajów i terytoriów posiadających własny komitet olimpijski.
To oznaczało 206 flag. Więcej niż liczba państw należących do Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dla Marii Jęczmyk to było wyzwanie, ale też ogromna radość. Gdy rok przed terminem wystawy policzyła, ile już wykonała prac, okazało się, że ma dopiero 50 flag. Żeby zdążyć, musiała szydełkować średnio co najmniej 17 nowych flag miesięcznie.
Tempo było ogromne, ale projekt udało się doprowadzić do końca. Najbardziej pracowity okazał się lipiec, kiedy podczas wakacji spędzanych z dziećmi na wsi nie mogła pracować przy komputerze, ale mogła cały czas szydełkować. To właśnie wtedy powstało najwięcej elementów wystawy.
Dziś „Geografia Olimpijska, czyli flagi naszego świata” jest dostępna dla zwiedzających w siedzibie Polskiego Komitetu Olimpijskiego przy ulicy Wybrzeże Gdańskie 4 w Warszawie. Wystawę można oglądać do końca 2026 roku.
Flagi, które uczą świata
Wystawa nie kończy się na samym oglądaniu prac. Towarzyszą jej także warsztaty edukacyjne, skierowane przede wszystkim do dzieci szkolnych. To właśnie tam szydełkowane flagi stają się punktem wyjścia do opowieści o symbolice państw, historii i geografii świata.
Podczas zajęć uczestnicy poznają znaczenie flagi olimpijskiej, dowiadują się, skąd się wzięła i co oznaczają jej kolory. Potem przychodzi czas na inne flagi. Dzieci odkrywają, dlaczego w wielu państwach powtarzają się podobne barwy, co oznaczają gwiazdy, koła i pasy, a także czym jest kanton i dlaczego na niektórych flagach w tym miejscu pojawia się flaga Wielkiej Brytanii.
To nauka, która nie odbywa się z podręcznika, ale przez obraz, kolor i konkretną historię. Dzięki temu geografia staje się bliższa, bardziej namacalna i zwyczajnie ciekawsza.
Pasja, która inspiruje
Historia Marii Jęczmyk pokazuje, że najciekawsze projekty rodzą się tam, gdzie spotykają się dwie pozornie odległe dziedziny. W jej przypadku geografia i szydełkowanie stworzyły coś naprawdę wyjątkowego. Nie tylko oryginalną formę sztuki, ale też sposób opowiadania o świecie.
To także dowód na to, że pasja może dojrzewać powoli. Najpierw były przypadkowe próby, potem serwetki, następnie mapy, a w końcu wielka olimpijska kolekcja flag. Wszystko zaczęło się od ciekawości i odważnego spróbowania czegoś, co z początku wydawało się zupełnie niepasujące do reszty życia.
Dziś dzięki tej drodze powstała wystawa, która łączy sztukę, edukację i geografię. I pokazuje, że świat można poznawać nie tylko przez atlas, ale także przez włóczkę i szydełko.
Tekst: Maria Skonieczka
Źródło zdjęcia głównego: Maria Skonieczka






