20 lat temu brat Lucio Beninati (Papieski Instytut Misji Zagranicznych) zrzeszył wolontariuszy w akcji pomagania dzieciom żyjącym na ulicach Dakhi (Bangladesz). Co ciekawe około 90% wolontariuszy to muzułmanie. Inicjatywa pokazuje, że miłosierdzie jest ponadwyznaniowe, a dobroć jest tym co łączy.
Dorosłe dzieci
Inicjatywa pracuje z jednymi z najbardziej narażonych dzieci w Bangladeszu – dziewczętami i chłopcami, którzy uciekli przed przemocą w domu, zostali porzuceni przez rodziców lub przyjechali sami do miasta w poszukiwaniu pracy. Pozbawieni opiekunów i środków pozwalających na wynajem pokoju – wielu z nich śpi przy torach kolejowych lub straganach, utrzymując się z żebractwa, są tragarzami albo wikłają się w drobną przestępczość, handel narkotykami czy wykorzystywanie seksualne.
– W Dhace niemal wszędzie można zobaczyć dzieci leżące na chodnikach” – powiedziała katolicka wolontariuszka Mukta Rozario, która po raz pierwszy dołączyła do tej inicjatywy w czasie Wielkiego Postu. – Zawsze chciałam coś dla nich zrobić. Dziś w końcu bawiłam się z nimi, rozmawiałam i poczułam ogromną radość. Mam nadzieję wracać tu co tydzień.
Nauczycielka Maria Baroi, kolejna nowa wolontariuszka, powiedziała, że czas spędzony z dziećmi odmienił jej przeżywanie Wielkiego Postu. – To nie są dla mnie dzieci ulicy. To dzieci żyjące w bezradności –powiedziała. – Jeśli choć jedno z nich wróci do stabilnego życia, bo ktoś się nim zainteresował, to jest to błogosławieństwo.
Wolontariusze spotykają się na dworcach kolejowych – zwłaszcza na Kamalapur w Dhace – oferując podstawowe lekcje, zabawy, zajęcia plastyczne, opowiadanie historii i wsparcie emocjonalne. Zapewniają także podstawową opiekę zdrowotną, towarzyszą chorym dzieciom w szpitalach oraz pomagają w powrocie do rodzin tym, którzy tego chcą. Jeśli powrót nie jest możliwy, organizują schronienie w sierocińcach lub ośrodkach rehabilitacyjnych.
– W oczach społeczeństwa te dzieci są często odrzucane – mówi wolontariusz Samuel Mondol. – Ale służba im daje czystą radość. To bezinteresowna pomoc i chcę ją kontynuować także po Wielkim Poście.
Misja zakorzeniona w miłości
Lucio Beninati, 70-letni włoski misjonarz, od dziesięcioleci pracuje z porzuconymi dziećmi. Jego misja rozpoczęła się lata temu w Brazylii, w które problem tzw. dzieci ulicy jest niezmiennie ogromny.
– Gdy rodzice je porzucają, nie ma już nikogo, kto mógłby się nimi zająć. Ale miłość może zmienić życie. Dobre zachowanie, współczucie i towarzyszenie to narzędzia, które przywracają dziecko do normalnego życia. Bez miłości nikt nie wróci – tłumaczy.

Organizacja działa bez zagranicznego finansowania. Wszystkie koszty, od nagłych przypadków medycznych po sprzęt sportowy i materiały edukacyjne, pokrywają sami wolontariusze.
Jednym z najbardziej poruszających świadectw jest historia Tamima, młodego muzułmanina, który pracował jako tragarz na dworcu Kamalapur. Stracił kontakt z rodziną i uległ poważnemu wypadkowi podczas wysiadania z pociągu, w wyniku którego amputowano mu nogę. Wolontariusze pomogli mu uzyskać leczenie w Centrum Rehabilitacji Osób Sparaliżowanych, gdzie otrzymał protezę i rozpoczął naukę naprawy telefonów komórkowych. W zeszłym roku grał ze swoją drużyną w Narodowych Mistrzostwach Koszykówki na Wózkach – i wygrali.
– Gdyby nie brat Lucio i inni wolontariusze, nadal spałbym na dworcu – mówi z poruszeniem.
Inne dziecko, muzułmanin Rakib, uciekł z domu w wieku 8 lat po tym, jak był bity przez macochę. Teraz, mając 10 lat, regularnie spotyka się z wolontariuszami na dworcu. – Tutaj się bawimy i rysujemy, dostajemy lekarstwa. Dopóki oni tu są, czujemy się bezpiecznie. Ma nadzieję, że jeszcze wróci do domu.
Pomost pomiędzy religiami
Chociaż inicjatywa została założona przez katolickiego misjonarza, niemal 90% jej wolontariuszy to muzułmanie. Służba ta stała się pomostem jedności w kraju, gdzie chrześcijanie stanowią niewielką mniejszość.
Muzułmański wolontariusz Shafiqul Islam stwierdza, że międzyreligijna jedność jest jedną z największych sił grupy. – Służenie tym dzieciom jest jak służenie Bogu. Jesteśmy tu muzułmanami, hinduistami i chrześcijanami. Szanujemy swoją wiarę i współpracujemy dla dobra dzieci. Nasza jedność rośnie dzięki tej służbie.
Katolicka nauczycielka Bridget Corraya, która dołączyła do inicjatywy 20 lat temu, powiedziała, że jej motywacja wynika z własnej historii. – Dorastałam w sierocińcu prowadzonym przez Zgromadzenie Matki Bożej Misji. Otrzymałam tak wiele miłości. Służba dzieciom ulicy jest moim sposobem, by się za to odwdzięczyć.
Przemiana Wielkiego Postu przez służbę
Dla wielu katolików w Dhace tegoroczny Wielki Post nabrał nowego znaczenia dzięki spotkaniom z dziećmi. Zabawa, nauczanie i zwykłe słuchanie stały się aktami pokuty, miłosierdzia i duchowej odnowy.
– Wielki Post to nie tylko wyrzeczenia czy post. To także służba, zwłaszcza tym, którzy nie mają nikogo – przypomina ojciec Beninati wiernym.
W miarę jak do inicjatywy dołączają kolejni wolontariusze, organizacja ma nadzieję rozszerzyć swoją działalność w całej Dhace. Jej istota pozostaje jednak prosta: jedno spotkanie na raz, jedno dziecko na raz – przywracając godność tym, których świat często pomija.
Tekst: Maria Skonieczka ( za: ewtnnews.com)
Źródło zdjęcia głównego: ewtnnews.com






