Czy to historia odległa? Z pozoru tak. Krzyż ma dwa tysiące lat, a Franciszek żył osiem wieków temu. Jednak – jak podkreśla brat Piotr Stasiński, kapucyn – to wszystko pozostaje niezwykle aktualne. Widać to choćby w ogromnym zainteresowaniu jego relikwiami i nieustającym napływie pielgrzymów do Asyż.
Nawrócenie, które zaczęło się od pytania
Franciszek nie od początku był świętym. Był młodym człowiekiem pełnym marzeń. Chciał zdobyć rycerską chwałę, pomnażać majątek ojca i cieszyć się życiem, sztuką oraz pięknem świata.
Przełom przyszedł niespodziewanie. W jego sercu pojawiło się pytanie: komu lepiej służyć – Panu czy słudze? To wewnętrzne poruszenie sprawiło, że zawrócił z drogi, którą wcześniej wybrał.
Zaczął szukać. Nie wiedział jeszcze, czego chce od niego Bóg, ale miał w sobie jedno pragnienie: odkryć prawdę o swoim życiu.
Krzyż, który przemienia
Momentem kluczowym była modlitwa w zrujnowanym kościółku św. Damiana. To tam Franciszek usłyszał wezwanie: „Odbuduj mój Kościół”.
Krzyż, przed którym się modlił, nie był zwykłym przedstawieniem cierpienia. Ukazywał Chrystusa jednocześnie ukrzyżowanego i chwalebnego. To połączenie cierpienia i zwycięstwa stało się dla Franciszka drogowskazem.
Początkowo zrozumiał to bardzo dosłownie. Zaczął odbudowywać zniszczone świątynie. Z czasem odkrył, że chodzi o coś więcej – o odnowę duchową Kościoła i własnego serca.
Ewangelia jako sposób życia
Drugim przełomem było spotkanie ze Słowem Bożym. Franciszek otworzył Pismo Święte i potraktował je dosłownie. Nie jako teorię, ale jako konkretną drogę życia.
Porzucił wszystko. Wybrał ubóstwo, posłuszeństwo i czystość. Nie dlatego, że były łatwe, ale dlatego, że prowadziły go bliżej Chrystusa.
Jego życie stało się żywą Ewangelią. To właśnie sprawia, że do dziś jest tak aktualny. Ewangelia się nie starzeje – a on ją po prostu realizował.
Krzyż wpisany w codzienność
W duchowości Franciszka krzyż nie był tylko symbolem cierpienia. Był znakiem miłości.
Posłuszeństwo widział w przybitych nogach Chrystusa. Ubóstwo w otwartych, pustych dłoniach. Czystość w przebitym sercu – jako pełnię miłości.
To spojrzenie zmienia perspektywę. Krzyż przestaje być ciężarem, a staje się drogą.
Stygmaty – pieczęć życia z Chrystusem
Na końcu tej drogi Franciszek otrzymał stygmaty – znaki męki Chrystusa na swoim ciele. Nie szukał ich. Były owocem jego modlitwy i pragnienia, by zrozumieć zarówno cierpienie, jak i miłość Jezusa.
Co istotne, ukrywał je. Nie były dla niego powodem do chluby, ale tajemnicą.
Dla Kościoła stały się potwierdzeniem jego świętości i drogi, którą wybrał.
Czy to droga dla każdego?
Pojawia się naturalne pytanie: czy taka świętość jest osiągalna dla zwykłego człowieka?
Odpowiedź, którą daje Ewangelia, jest jednoznaczna. Tak. Chrystus nie proponuje drogi tylko dla wybranych. Każdy jest zaproszony, by wziąć swój krzyż i iść za Nim.
To droga pełna paradoksów. Ciężar, który staje się lekki. Strata, która prowadzi do zysku. Cisza, w której rodzi się zrozumienie.
Cisza Wielkiego Piątku
W Wielki Piątek Kościół milknie. Nie sprawuje Eucharystii. Zatrzymuje się przy krzyżu.
To zaproszenie, by zrobić to samo. Zamiast pośpiechu – cisza. Zamiast słów – obecność.
Jak przypomina duchowość Franciszka, nie wszystko trzeba wyjaśniać. Niektóre rzeczy można zrozumieć tylko w milczeniu.
Krzyż nie jest historią z przeszłości. Jest rzeczywistością, która dzieje się dziś – w sercu każdego człowieka, który szuka Boga.
Autor audycji: Weronika Ostrowska
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego: Grzegorz Kozłowski






