W Kościele istnieją wspólnoty, które nie działają na pierwszym planie, nie są widoczne w przestrzeni publicznej i nie zabierają głosu w debatach. A jednak to właśnie one – poprzez nieustanną, wierną modlitwę – stanowią bijące serce Kościoła.
Dlaczego nie doceniamy mocy modlitwy?
Gościem porannej rozmowy był ks. prof. Jan Żelazny, dyrektor Sekcji Polskiej Pomocy Kościołowi w Potrzebie. Zwrócił uwagę, że współczesny człowiek Zachodu często myśli kategoriami liczb, efektów i natychmiastowych rezultatów. Modlitwa, która nie daje szybkich i mierzalnych efektów, bywa traktowana jako coś drugorzędnego.
Tymczasem – jak podkreślał kapłan – to właśnie wartości duchowe są fundamentem wszystkiego, co materialne. Pokój najpierw rodzi się w ludzkim sercu, a dopiero później przybiera kształt decyzji, porozumień i działań. Bez tej wewnętrznej przemiany nawet najlepsze struktury okazują się kruche.
Modlitwa jako serce Kościoła
Ks. Jan Żelazny przywołał słowa Teresa z Lisieux, która odkryła swoje powołanie nie w działaniu zewnętrznym, lecz w byciu „sercem Kościoła”. Tak jak serce w ciele ludzkim nie jest najbardziej widoczne, a jednak warunkuje życie całego organizmu, tak modlitwa kontemplacyjna podtrzymuje duchowe życie wspólnoty wierzących.
To właśnie zakony kontemplacyjne – żeńskie i męskie – pełnią tę rolę. Ich modlitwa jest nieprzerwana, ofiarowana w intencji innych, często anonimowych osób.
Życie kontemplacyjne – mit bezczynności
Często pojawia się pytanie: co właściwie robią siostry i bracia kontemplacyjni przez cały dzień? Czy nie uciekają od świata? Rozmowa na antenie Radia Warszawa obala ten stereotyp.
Życie kontemplacyjne to harmonijne połączenie modlitwy i pracy. Zakonnicy i zakonnice wytwarzają hostie, różańce, prowadzą ogrody, gospodarstwa, dbają o klasztory. Pracują nie tylko dla własnego utrzymania, lecz także po to, by ich życie było spójne i zakorzenione w codzienności.
Przykładem jest libański anachoreta – pustelnik, który w ciszy sadzi drzewa oliwne, modli się i własnoręcznie przygotowuje różańce. Jego życie pokazuje, że prostota i bliskość Boga przynoszą głęboki pokój serca.
Blisko ludzi, choć za klauzurą
Życie kontemplacyjne nie oznacza zamknięcia na człowieka. Siostry benedyktynki w Staniątkach czy karmelitanki w Warszawie i na Mazowszu są głęboko wpisane w życie lokalnych wspólnot. Towarzyszą ludziom w chwilach radości i smutku, modlą się w intencjach powierzanych im przez wiernych, tworzą przestrzeń duchowego schronienia.
Wielu wierzących, stając wobec trudnych spraw, intuicyjnie zwraca się właśnie do mniszek i mnichów z prośbą o modlitwę. Jest w tym głębokie przekonanie, że ich modlitwa ma szczególną moc.
Modlitwa, która przemienia serce
Jak podkreślał ks. Jan Żelazny, modlitwa nie polega na „przekonywaniu” Boga do naszych planów. Jej sens polega na przemianie ludzkiego serca – na uczeniu się zaufania, przyjęcia Bożej woli i odnalezienia pokoju nawet w trudnych okolicznościach.
W tym właśnie pomaga modlitwa zakonów kontemplacyjnych. Ich wierność i wytrwałość stają się wsparciem dla całego Kościoła.
„Cicha i Wierna Obecność” – jak się włączyć?
Akcja Cicha i Wierna Obecność, prowadzona przez Pomoc Kościołowi w Potrzebie, pozwala każdemu włączyć się w to dzieło. Poprzez stronę pkwb.org można przekazać siostrom intencję modlitewną oraz – dobrowolnie – wesprzeć je materialnie. Dla sióstr równie ważne jak pomoc finansowa jest poczucie, że ich powołanie jest rozumiane i potrzebne.
Na zakończenie audycji padły słowa wdzięczności skierowane do wszystkich osób konsekrowanych: za odwagę oddania życia Bogu i za to, że swoją cichą modlitwą nieustannie podtrzymują życie Kościoła.
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego: kosciol.wiara






