Zapraszam Państwa na kulturalny weekend do Muzeum Powstania Warszawskiego – ale nie na zwykłe zwiedzanie. W audycji Radia Warszawa Dorota Sołowiej zabiera słuchaczy na wystawę czasową, która opowiada o ludziach z absolutnej elity: o cichociemnych spadochroniarzach Armii Krajowej i o współczesnych „spadkobiercach” ich tradycji, czyli o Jednostce Wojskowej GROM.
Katarzyna Utracka w rozmowie z Dorotą Sołowiej, historyk Muzeum Powstania Warszawskiego, od razu podkreśla, że ekspozycja jest w pewnym sensie „podwójna”. Z jednej strony przedstawia cichociemnych – elitę Polskiego Państwa Podziemnego i Armii Krajowej. Z drugiej opowiada o GROM-ie, jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich jednostek specjalnych. To jednak nie są dwie niezależne opowieści. Wystawa ma wyraźną klamrę: pokazuje ciągłość, w której tradycja wojennego podziemia nie kończy się w 1944 roku, lecz znajduje swoje echo w nowoczesnych formacjach, szkoleniach i etosie służby.
Nie jest to przypadkowe miejsce ani przypadkowy temat. Muzeum Powstania Warszawskiego przypomina, że 95 cichociemnych spośród 316 walczyło w Powstaniu Warszawskim. Wystawa wchodzi więc w tkankę pamięci miasta, a jednocześnie wskazuje, że historia nie jest zamkniętą gablotą. Ona potrafi stać się fundamentem dla ludzi żyjących tu i teraz, podejmujących realne ryzyko, w realnych operacjach – nawet jeśli większość z nich pozostaje tajna.
GROM dziedziczy tradycję cichociemnych. Co to znaczy w praktyce?
Wystawa mocno akcentuje fakt, o którym wielu słyszało, ale niewielu rozumie go do końca: GROM dziedziczy tradycję cichociemnych spadochroniarzy Armii Krajowej. Rozmówczyni przypomina konkretne daty, które ustawiają tę historię na osi czasu. Jednostka GROM powstała 13 lipca 1990 roku, a formalne dziedziczenie tradycji cichociemnych zostało podkreślone 4 sierpnia 1995 roku. Dzięki takim rocznicom łatwiej zobaczyć sens wystawy: nie chodzi wyłącznie o wzruszenie, ale o pokazanie „sztafety pokoleń”, w której etos służby, wymagania i duma z polskich formacji specjalnych przechodzą z jednego świata do drugiego.
To, co szczególnie ciekawe, to sposób opowiadania tej historii. Muzeum nie buduje jej tylko datami i nazwami. W centrum stawia ludzi. Zarówno cichociemni, jak i gromowcy pokazani są przez losy, doświadczenia i osobiste pamiątki. Właśnie to sprawia, że wystawa ma energię, a nie tylko informację – bo człowiek łatwiej rozumie „formację”, kiedy zobaczy konkretne przedmioty, usłyszy głos i uświadomi sobie, jaką cenę płaci się za profesjonalizm.
„Oddaliśmy głos gromowcom” – wywiady, które odsłaniają charakter służby
Wystawa została pomyślana tak, aby trafić również do młodych odbiorców, którzy mogą rozważać służbę w jednostkach specjalnych. Dlatego muzealnicy podjęli decyzję, by „oddać głos” samym żołnierzom. Na potrzeby ekspozycji przeprowadzono wywiady z gromowcami, w których mówią o swojej pracy, motywacji, pasji i o tym, co ich przyciągnęło do GROM-u. Twarze są zasłonięte – wizerunek żołnierzy w służbie jest chroniony – ale mimo to odbiorca dostaje coś znacznie cenniejszego niż sensację: dostaje wewnętrzny obraz formacji, w której liczy się nie tylko siła fizyczna, lecz także odporność psychiczna, inteligencja i nieustanne przekraczanie własnych granic.
W rozmowie pada mocny kontrast wobec stereotypu „żołnierza od zadań specjalnych”. Utracka podkreśla, że spotkała ludzi niezwykle różnych, a jednocześnie podobnych w jednym: w profesjonalizmie. To osoby, które interesują się historią, grają w szachy, czytają poważną literaturę, odnoszą sukcesy sportowe. Wystawa pokazuje więc, że elitarność nie sprowadza się do mięśni i broni. To także kultura osobista, samodyscyplina, praca nad sobą i gotowość do nauki przez całe życie.
„Święty Graal” wystawy: pamiątki po gen. Sławomirze Petelickim
Jednym z najmocniejszych punktów ekspozycji są pamiątki po twórcy i pierwszym dowódcy GROM-u, gen. Sławomirze Petelickim. W gablocie można zobaczyć m.in. jego przepustkę, pieczątkę, odznakę z numerem 0001 oraz charakterystyczny szary beret z orłem w koronie. Pojawia się też intrygujący detal: liczba 13, która była dla generała szczęśliwa – urodził się 13 września, GROM powstał 13 lipca, a wiele ważnych decyzji miało „układać się” właśnie wokół tej daty. Takie elementy nie są tylko ciekawostką. One budują klimat opowieści o ludziach, którzy nawet w świecie rygoru i procedur mają swoje symbole, znaki i rytuały pamięci.
Szary beret i brygada Sosabowskiego. Symbolika, która prowadzi do historii
W audycji wybrzmiewa też ważne wyjaśnienie: dlaczego właśnie szary beret stał się znakiem rozpoznawczym żołnierzy GROM-u. Ten kolor nawiązuje do tradycji 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego, z której rekrutowała się duża grupa cichociemnych. To kolejny przykład, jak wystawa splata historię II wojny światowej z teraźniejszością, pokazując, że symbole w wojsku rzadko są przypadkowe. One niosą pamięć, a pamięć w takich formacjach jest częścią tożsamości.
Mundur galowy, frak i… perfumy. GROM poza stereotypem „bojówki”
Zwiedzanie zaczyna się zaskakująco: nie od broni, lecz od elegancji. Na wystawie można zobaczyć, jak zmieniało się umundurowanie GROM-u: początkowo granatowe, bo jednostka podlegała Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, później zielone – po przejściu pod Ministerstwo Obrony Narodowej w 1999 roku. Są zdjęcia, są detale, są galowe stroje, a uwagę przykuwa frak, lakierki i dodatki, które pokazują, że żołnierz jednostki specjalnej nie istnieje wyłącznie w hełmie i kamuflażu.
Najbardziej nieoczywista ciekawostka? Limitowane perfumy stworzone specjalnie dla żołnierzy GROM-u. Dorota Sołowiej dopytuje o ten wątek z wyraźnym zaciekawieniem, a Utracka potwierdza: to była wyjątkowa seria, dziś już niemal niedostępna. Ten detal robi coś ważnego: urealnia jednostkę, pokazuje ludzką stronę formacji, która na co dzień kojarzy się z tajemnicą i działaniem w cieniu.
Ile waży kamizelka i dlaczego gromowiec przypomina rycerza?
Wystawa nie ucieka od konkretu. Jest miejsce, w którym można podnieść kamizelkę z płytami balistycznymi i poczuć jej ciężar. A potem pojawia się liczba, która zostaje w głowie: ekwipunek żołnierza podczas operacji potrafi osiągać nawet 80 kilogramów. W rozmowie pada porównanie do rycerza w zbroi – i jest w nim coś trafnego. Tyle że współczesny „rycerz” działa w realiach technologii, procedur i precyzji, gdzie pomyłka kosztuje życie, a trening odbywa się „na serio”.
GROM to nie tylko operatorzy. To samowystarczalny organizm
Jednym z celów wystawy jest „rozbicie” uproszczonego obrazu GROM-u jako grupy operatorów szturmowych. Tak – operatorzy są „pięścią” jednostki. Ale obok nich są pododdziały wspierające: pirotechnicy, chemicy, snajperzy, medycy, rozpoznanie, oddział psów bojowych K9, komponent lotniczy. W efekcie GROM działa jak organizm, który potrafi realizować zadania w wielu warunkach i w różnych rejonach świata, często w pełnej autonomii. W audycji pada też nazwa, którą warto zapamiętać: operatorzy to żołnierze oddziałów bojowych, ale bez wsparcia specjalistów nie ma skutecznej operacji.
Arsenał GROM-u: od młota do broni specjalistycznej
Kolejna część wystawy, szczególnie przyciągająca uwagę zwiedzających, to prezentacja uzbrojenia. Ciekawie, że obok broni pojawiają się też narzędzia podstawowe: młot, łom – rzeczy proste, ale kluczowe w działaniach typu „wejście siłowe”. Ta gablota ma też swoją historię: współtworzył ją były żołnierz GROM-u o pseudonimie „Szarki”, który nie tylko pomagał w doborze eksponatów, ale też w ich montażu i merytorycznym ustawieniu. To dodaje ekspozycji wiarygodności i sprawia, że nie jest ona muzealną stylizacją, lecz opowieścią budowaną z doświadczenia.
Szkolenie i selekcja nigdy się nie kończą
W audycji pojawia się ważny wątek: służba w GROM-ie nie jest jednorazowym „przejściem selekcji”. Selekcja trwa cały czas, bo żołnierze przechodzą wieloetapowe szkolenia, ćwiczą w Polsce i na świecie, uczą się przez całą służbę. Co więcej, doświadczeni operatorzy często po latach przechodzą do szkolenia młodszych, bo wyszkolenie jednego żołnierza to ogromny koszt i jeszcze większa wartość. Pada też porównanie do cichociemnych: tam również liczyło się maksimum praktyki, minimum zbędnej teorii – oczywiście przy solidnych podstawach.
Ciekawym, mocnym szczegółem jest opis treningów w tzw. killing house’ach, gdzie ćwiczenia odbywają się w realistycznych warunkach, nawet z użyciem ostrej amunicji. To pokazuje poziom wymagań i odpowiedzialności – bo w takich warunkach liczy się absolutna dyscyplina i perfekcja działania zespołu.
Misje na całym świecie i współpraca z elitą elit
Choć większość operacji pozostaje tajna, na wystawie i w rozmowie pojawiają się znane kierunki działań: Haiti (pierwsza misja), Bałkany, Afganistan, Irak, Afryka Północna. Jest też interaktywna mapa pokazująca miejsca misji i kooperantów, czyli jednostki specjalne, z którymi GROM ćwiczy. Padają nazwy, które budują skalę: Delta Force, Navy SEALs, brytyjski SAS. Utracka mówi wprost: GROM jest w ścisłej światowej elicie, a potwierdzają to publikacje i źródła zewnętrzne, nie „wewnętrzna reklama”.
Do kiedy można zobaczyć wystawę i jak zwiedzać ją nietypowo?
Na koniec audycja zostawia konkretną informację dla planujących weekend: wystawa czasowa potrwa do czerwca, czyli tylko kilka miesięcy. Muzeum zachęca do śledzenia mediów społecznościowych, bo mogą pojawić się możliwości wyjątkowego oprowadzania – nawet przez byłego żołnierza GROM-u. W planach jest też publikacja poświęcona wystawie, która ma zebrać tę opowieść w formie trwałej, „do zabrania do domu”.
To propozycja dla tych, którzy chcą zobaczyć historię nie tylko w datach, ale w ludziach, symbolach i detalach, które budują tożsamość formacji. A także dla tych, którzy lubią, gdy muzeum nie jest ciche, lecz pełne dźwięków, emocji i warszawskiego bruku pod stopami.
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego: portalstrzelecki






