Gościem audycji jest Małgorzata Jaształt, etnograf z Narodowego Instytutu Kultury i Dziedzictwa Wsi. Wskazuje, że dawny Adwent miał zupełnie inny smak, rytm oraz ciężar, ponieważ ludzie żyli bliżej natury, a jednocześnie pozostawali mocno związani z Kościołem i obrzędowością.
Adwent dawniej: życie według natury i kalendarza liturgicznego
Dawniej wieś funkcjonowała w rytmie przyrody. Dlatego Adwent oznaczał nie tylko religijne oczekiwanie na Boże Narodzenie, lecz także czas „uśpienia” świata. Z jednej strony ziemia odpoczywała, a z drugiej człowiek próbował złapać oddech po intensywnych pracach rolnych.
Jednocześnie ludzie traktowali Adwent bardzo poważnie, ponieważ post i wyciszenie miały przygotować na wielkie święto. Co ważne, wiele zwyczajów chrześcijańskich łączyło się z tradycjami wcześniejszymi.
Ciemność, której dziś już prawie nie znamy
Ciemność. Dziś łatwo ją przegonić jednym kliknięciem, natomiast dawniej człowiek żył w półmroku przez znaczną część dnia.
Owszem, pojawiały się lampy naftowe, jednak nafta była droga, a świece z wosku pszczelego także nie należały do codzienności. Dlatego dom rozświetlały najczęściej proste kaganki i łuczywa. Co więcej, po zmroku cała rodzina gromadziła się zwykle w jednej izbie, ponieważ ogrzanie i oświetlenie kilku pomieszczeń było trudne i kosztowne.
A jednak nie oznaczało to natychmiastowego snu. Zamiast tego ludzie pracowali inaczej niż latem, a więc przenosili aktywność do wnętrza domu.
„Kto ziemię w adwent pruje, temu trzy lata choruje”
Adwent przynosił też konkretne zakazy i zasady. Nie wykonywano prac w polu, ponieważ uważano, że ziemia ma odpocząć. Towarzyszyły temu przysłowia, które miały utrwalać porządek świata, a jednocześnie pilnować rytmu życia zgodnego z naturą i wiarą.
Dlatego rolnik nie orał ani nie „pruł ziemi”, a codzienność przesuwała się w stronę prac domowych.
Darcie pierza: kobieca praca i ważne spotkanie społeczne
W audycji mocno wybrzmiał temat, który dziś brzmi dla wielu egzotycznie, czyli darcie pierza. Kobiety spotykały się u siebie nawzajem na „pierzawki” czy „podskubki”, aby przygotować puch do poduszek i pierzyn. Trzeba było oddzielić miękki puch od twardych części piór, co wymagało czasu, cierpliwości i sprawnych palców.
Jednak darcie pierza nie miało tylko wymiaru praktycznego. To był również czas rozmów, opowieści i wspólnoty. Ponieważ nie istniała telewizja ani internet, ludzie budowali relacje twarzą w twarz. Co więcej, takie spotkania miały czasem wymiar matrymonialny, bo chłopcy zaglądali do izby, a znajomości mogły przerodzić się w narzeczeństwo.
I to także wynikało z realiów epoki. Małżeństwo często oznaczało życiową konieczność, ponieważ nie istniały świadczenia społeczne, a starość zabezpieczała rodzina, dzieci i wnuki.
Co robili mężczyźni w Adwencie?
Kobiety pracowały cały rok, natomiast mężczyźni zimą mogli trochę zwolnić, ponieważ najcięższe prace polowe odpadały. Oczywiście nadal dbali o gospodarstwo, zwierzęta i codzienne obowiązki, jednak Adwent dawał im nieco więcej wytchnienia.
Jednocześnie w niektórych regionach pojawiał się zwyczaj szczególny i bardzo ciekawy: gra na ligawkach. Ligawka była instrumentem pasterskim znanym m.in. na Podlasiu i Kurpiach. Mężczyźni grali na niej przed Roratami, a więc „otrąbywali Adwent”, czyli ogłaszali czas oczekiwania. Co więcej, dźwięk ligawki miał też wymiar symboliczny, ponieważ kojarzył się z trąbami ostatecznymi i przypominał o sprawach wiecznych.
Opowieści, strach i wigilia jako czas „zaduszkowy”
W audycji pojawił się także wątek opowieści ludowych. Zimą, kiedy noc była długa, ludzie przekazywali sobie bajki, legendy i historie „z dreszczem”. Ciemność budziła lęk, a wyobraźnia pracowała mocniej niż latem.
Co więcej, etnografia pamięta przekonanie, że Wigilia miała kiedyś charakter bardziej poważny niż dziś. Ludzie wierzyli, że przychodzą dusze zmarłych, dlatego wieczerzę spożywano w skupieniu, czasem w milczeniu, okazując szacunek „gościom z zaświatów”. Dopiero pierwszy dzień świąt przynosił wyraźną radość.
Ten motyw łączy się z szerszą logiką dawnych wierzeń: każdy przełom w roku wydawał się niebezpieczny i „otwarty” na to, co niewidzialne. Stąd brały się także wróżby andrzejkowe i katarzynkowe, które pojawiały się tuż przed Adwentem.
Podłaźniczka zamiast choinki
Ważnym fragmentem rozmowy okazała się też podłaźniczka, czyli gałąź świerku lub wierzchołek drzewka zawieszany pod sufitem. Ten zwyczaj poprzedzał choinkę, którą Polska przejęła szerzej dopiero w XIX wieku.
Podłaźniczkę dekorowano tym, co było dostępne: jabłkami, orzechami, ozdobami z papieru, a także elementami z opłatka. Szczególne wrażenie robią tzw. „światy” z opłatka – misternie klejone ozdoby, które do dziś można spotkać zwłaszcza na Podlasiu i w południowej Polsce. Ten zwyczaj pokazuje, że Adwent, choć poważny, miał w sobie również element przygotowania pełnego nadziei i cichej radości.
Zwierzęta i post: jedność świata ludzi i natury
Rozmowa dotknęła także relacji człowieka ze zwierzętami. Choć w samym Adwencie nie dominowały szczególne rytuały związane ze zwierzętami, to w czasie Wigilii w wielu miejscach dzielono się z nimi kolorowym opłatkiem. Ludzie czuli silną więź z całym światem natury, ponieważ od zwierząt zależało przetrwanie rodziny.
Jednocześnie Adwent oznaczał post. Na wsi jadano wtedy prosto: kasze, warzywa, potrawy roślinne. Ryby pojawiały się tylko tam, gdzie dawała je rzeka lub jezioro. Co ważne, rozmówcy mocno podkreślili, że 100 lat temu w Polsce istniał realny głód, szczególnie w okresie przednówka. Dlatego ograniczenia postne nie miały tylko wymiaru religijnego, lecz często wynikały również z ekonomii i braku zapasów.
Adwent na polskiej wsi: mniej dekoracji, więcej sensu
Ten odcinek „Kalejdoskopu historycznego” pokazał Adwent jako czas surowy, ciemny i wymagający, ale jednocześnie głęboko wspólnotowy. Ludzie mniej mówili o tradycji, a bardziej nią żyli. Ponieważ nie mieli elektryczności, nadmiaru jedzenia ani rozrywek, bardziej polegali na sobie. A ponieważ wierzyli w powagę przełomu roku, mocniej czuli sens oczekiwania.
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego: Chełmoński | Wikipedia






