W świecie, w którym wszystko coraz częściej układa się w schematy, istnieją miejsca, gdzie dźwięk wciąż żyje własnym rytmem. Takim miejscem jest festiwal „Wszystkie Mazurki Świata” – wydarzenie, które nie tyle się ogląda, co przeżywa całym sobą. O jego wyjątkowości opowiedziała w Radiu Warszawa Jagna Knitel – organizatorka i jedna z osób, które stoją za tym niezwykłym przedsięwzięciem.

Muzyka, która nie daje się zamknąć w ramy
Na początek warto uporządkować pojęcia. Choć wielu używa ich zamiennie, „muzyka ludowa” i „muzyka tradycyjna” nie oznaczają tego samego. Ta druga, jak podkreśla Jagna Knitel, jest bliższa korzeniom – surowa, autentyczna, pozbawiona scenicznego „upiększania”. To dźwięki, które kiedyś rozbrzmiewały na wiejskich weselach i potańcówkach. Bez filtrów, bez stylizacji. Z energią, która potrafi porwać.
To właśnie ta pierwotność sprawia, że muzyka tradycyjna działa niemal fizycznie. Ma w sobie coś dzikiego, transowego, coś, co trudno opisać, ale łatwo poczuć. I właśnie to doświadczenie stanowi serce festiwalu.

Praga, Wisła i… Bałtyk
Tegoroczna edycja odbywa się w Warszawie, głównie na Pradze. To przestrzeń, która – podobnie jak sama muzyka – ma swój charakter i historię. Festiwal rozlewa się po kilku miejscach, od ulicy Podskarbińskiej, przez przestrzenie przy Szweckiej, aż po finał w Fortecy przy ulicy Zakroczymskiej.
Motyw przewodni? „Unia Bałtycka”. To nie przypadek. Organizatorzy co roku szukają nowych kontekstów i połączeń. Tym razem wracają do relacji ze Skandynawią oraz krajami nadbałtyckimi – Estonią, Litwą, Szwecją czy Norwegią. To właśnie stamtąd przyjadą artyści, którzy nie tylko wystąpią, ale też poprowadzą warsztaty i wspólnie z uczestnikami zanurzą się w muzyce.
To spotkanie kultur nie jest sztuczne. Wynika z autentycznych więzi i wspólnej fascynacji tradycją. Co więcej, jak pokazuje historia, te światy od dawna się przenikały.

Tu nie ma widowni. Tu się tańczy
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech festiwalu jest jego otwartość. Nie ma wyraźnej granicy między sceną a publicznością. Kto przychodzi, bardzo szybko przestaje być tylko słuchaczem. Wstaje, tańczy, próbuje, doświadcza.
To wydarzenie, które wciąga. Ludzie przychodzą z ciekawości, a wychodzą z pasją. Zaczynają uczyć się tańców, śpiewu, gry na instrumentach. Wracają na kolejne edycje już nie jako widzowie, ale uczestnicy.
Szczególnym momentem festiwalu jest noc tańca – intensywne, wielogodzinne święto ruchu i muzyki, które trwa aż do rana. Ale energia nie kończy się na jednym wydarzeniu. Każdego dnia po koncertach odbywają się potańcówki i spotkania, gdzie muzyka żyje dalej.

Powrót do tego, co prawdziwe
Nie da się nie zauważyć, że dziś coraz więcej osób szuka autentyczności. W kulturze, w muzyce, w doświadczeniach. Festiwal „Wszystkie Mazurki Świata” idealnie wpisuje się w ten trend, ale nie robi tego na siłę. On po prostu jest prawdziwy.
To nie rekonstrukcja. To kontynuacja. Żywa tradycja, która nie stoi za szybą, tylko oddycha razem z ludźmi.

Zaproszenie, które trudno odrzucić
Festiwal trwa od 22 do 25 kwietnia. Program obejmuje koncerty, warsztaty, targi instrumentów i wydarzenia taneczne. Szczegóły można znaleźć na stronie festiwalu, wpisując „Wszystkie Mazurki Świata”.
A jeśli ktoś zastanawia się, czy warto – odpowiedź jest prosta. Warto przyjść choć raz. Bo to nie jest wydarzenie, które się tylko ogląda. To coś, co się czuje.

Tekst: Maria Skonieczka
Źródło zdjęcia głównego: Wszystkie Mazurki Świata






