Jak wygląda życie pszczół, od czego zależy smak miodu i co każdy z nas może zrobić dla zapylaczy? Poranek z Radiem Warszawa zawitał do Michałowa w gminie Klembów, gdzie gospodarzem plenerowego studia była Pasieka Cztery Pory Miodu. Nie zabrakło rozmów o pszczelarstwie, ochronie przyrody, lokalnej społeczności i niezwykłej pasji, która dla Tomasza Siembidy stała się sposobem na życie.
Kawa pita przy ulach, poranna rosa, brzęczenie pszczół i kogut, który idealnie wpisał się w hasło „Budzimy stolice i okolice” – tym razem Poranek z Radiem Warszawa wyglądał zupełnie inaczej niż zwykle. Weronika Ostrowska i Jarek Wydra nadawali z Pasieki Cztery Pory Miodu w Michałowie, w gminie Klembów.
Bez pszczół nasz jadłospis wyglądałby zupełnie inaczej
Gospodarz pasieki Tomasz Siembida podkreślał, jak duże znaczenie mają pszczoły dla człowieka. Nie chodzi jedynie o produkcję miodu.

Bez pracy zapylaczy zabrakłoby wielu owoców i warzyw, a nasza dieta stałaby się znacznie bardziej jednostajna. Życie pszczół fascynuje również ze względu na ich niezwykłą organizację i podział obowiązków.
Pszczoły rozpoczynają swoją aktywność w zależności przede wszystkim od światła i temperatury. Jak wyjaśniał pszczelarz, kiedy pojawia się słońce, a temperatura przekracza około 15 stopni Celsjusza, owady zaczynają intensywnie wylatywać z uli.

Klembów chce zachować swój wiejski charakter
O znaczeniu pszczelarstwa dla całej gminy mówił wójt Klembowa Rafał Matiak. Jak zaznaczył, obecność pasiek ma wymiar nie tylko ekologiczny, ale również promocyjny – pokazuje gminę jako miejsce dbające o zrównoważony rozwój.
Samorząd mierzy się jednak z dużą presją urbanizacyjną wynikającą z bliskości Warszawy. Coraz więcej osób chce zamieszkać poza stolicą, a to oznacza kolejne inwestycje mieszkaniowe.
– Naszym atutem właśnie jest ta sielskość, wiejskość, ale zarazem bliskość Warszawy – podkreślał wójt.
Gmina stara się ograniczać zabudowę wielolokalową i chronić otwarte tereny zielone, choć – jak przyznał Rafał Matiak – staje się to coraz trudniejsze.

Gminna pasieka i łąki dla zapylaczy
Jedną z inicjatyw samorządu było utworzenie niewielkiej pasieki składającej się z pięciu uli. Powstający tam miód nazwano „Miodem z Doliny Rzeki Rządzy” i jest on wykorzystywany między innymi jako lokalny upominek promocyjny.
Gmina zakłada również łąki kwietne i podczas rewitalizacji terenów zielonych stara się wybierać rośliny przyjazne zapylaczom. Nie zawsze spotyka się to ze zrozumieniem mieszkańców – nieskoszona łąka może być odbierana jako zaniedbanie, choć dla owadów stanowi ważne źródło pokarmu.
Samorząd musi więc szukać równowagi między ekologią, estetyką i bezpieczeństwem.
Od międzynarodowej korporacji do własnej pasieki
Historia Tomasza Siembidy pokazuje, że pszczelarstwo może z hobby przeobrazić się w całkowicie nową drogę zawodową.
Tradycje pszczelarskie były obecne w jego rodzinie już wcześniej. Pasiekę prowadził pradziadek, a Tomasz pamięta również ule swoich dziadków znajdujące się przy leśniczówce.
Przez lata pracował jednak w dużej międzynarodowej firmie zajmującej się produkcją urządzeń wykorzystywanych w procesach plazmowych. Zajmował się projektowaniem, a później prowadzeniem projektów. Kiedy pojawiły się pierwsze ule, próbował godzić pracę zawodową z coraz większą pasją do pszczół.
Bezpośrednim impulsem do założenia pasieki stała się rozmowa ze szwagrem Konradem, doświadczonym pszczelarzem. Podczas spaceru po Michałowie stwierdził on, że okolica jest świetnym miejscem dla pszczół.
– To był właśnie ten czas i ten impuls, na który czekała trochę moja głowa – wspominał Tomasz Siembida.
Dziś pszczelarstwo jest jego pełnoetatowym zajęciem.

„Jeżeli robi się to, co się kocha, można pracować bardzo dużo”
Zmiana zawodu nie oznaczała wcale, że pracy stało się mniej.
Żona Tomasza, Ewelina, podarowała mu kiedyś książkę „Życie pszczół” z dedykacją nawiązującą do znanego powiedzenia, że człowiek robiący to, co kocha, nie przepracuje ani jednego dnia.
Pszczelarz przyznaje jednak, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej.
– Jeżeli robi się to, co się naprawdę kocha, to można pracować bardzo dużo i czasami trzeba z tym uważać – mówił.
Mimo zmęczenia pod koniec sezonu pszczelarskiego praca przy ulach nadal jest dla niego przede wszystkim pasją. Jesienią, gdy aktywność pszczół maleje, zaczyna za nimi zwyczajnie tęsknić.
Skąd bierze się smak miodu?
Podczas plenerowego Poranka można było również spróbować różnych rodzajów miodu. Tomasz Siembida tłumaczył, że smak i aromat zależą przede wszystkim od roślin, z których pszczoły zbierają nektar.
Gryka daje miód o bardzo charakterystycznym, intensywnym smaku. Lipa zapewnia słodki i aromatyczny nektar. Z kolei leśne pasieki mogą dostarczać miodów wzbogaconych między innymi o nektar kruszyny czy spadź.
Również pora roku ma znaczenie. Wiosenne miody są zazwyczaj jaśniejsze, a wraz z kolejnymi miesiącami pojawiają się coraz ciemniejsze odmiany – między innymi gryczane i spadziowe. Jesienią można natomiast pozyskiwać miód nawłociowy.

Jak powstaje miód?
Radiowi prowadzący odwiedzili również pracownię w Karpinie. To właśnie tam trafiają ramki przywiezione z pasieki.
Najpierw plastry są odsklepiane, a następnie umieszczane w miodarce. Dzięki sile odśrodkowej miód wypływa z plastrów. Potem trafia do odstojników, gdzie pozostaje przez dobę lub dwie, a następnie jest rozlewany do słoików.
Jak podkreślał Tomasz Siembida, dla zachowania jakości miodu istotne jest unikanie długotrwałego działania wysokiej temperatury oraz nadmiernej filtracji. Dojrzałość miodu pszczelarz może rozpoznać między innymi po zasklepionych komórkach plastra.
Co dziś najbardziej zagraża pszczołom?
W leśnej pasiece rozmowa zeszła również na zagrożenia dla rodzin pszczelich.
Według doświadczeń Tomasza Siembidy jednym z największych problemów jest obecnie warroza – choroba wywoływana przez pasożyta czyli dręcz pszczeli (Varroa destructor). To właśnie z nim, jak podkreślał pszczelarz, właściciele pasiek muszą prowadzić szczególnie intensywną walkę.
Każdy może przygotować „stołówkę” dla pszczół
Pomoc zapylaczom nie wymaga jednak posiadania własnej pasieki.
Mieszkańcy mogą sadzić w ogrodach rośliny kwitnące w różnych porach roku, aby pszczoły miały dostęp do pokarmu od wiosny do jesieni. Wśród roślin szczególnie chętnie odwiedzanych przez zapylacze rozmówcy wymieniali między innymi jeżówki, szałwię, lawendę, kocimiętkę i drzewa owocowe.
Pomóc można również, zmieniając sposób koszenia trawnika – zostawiając fragmenty z kwitnącą koniczyną i innymi roślinami – oraz przygotowując w czasie upałów płytkie poidełka. Warto umieścić w nich kamienie lub patyczki, na których owady mogą bezpiecznie usiąść.
Poranek w Michałowie pokazał jednak coś więcej niż tylko świat uli i produkcji miodu. Wokół Pasieki Cztery Pory Miodu powstała lokalna społeczność, której mieszkańcy wspólnie organizują spotkania, uczą dzieci, jak żyją pszczoły, sadzą rośliny przyjazne zapylaczom i przekonują się, że bliskość natury może realnie wpływać na codzienne życie.
Audycja została zrealizowana w ramach zadania publicznego współfinansowanego ze środków Samorządu Województwa Mazowieckiego.

Tekst: Maria Skonieczka
Źródło zdjęcia głównego: Grzegorz Kozłowski






