Gościem Poranka z Radiem Warszawa był Bartosz Rutkowski, prezes i założyciel Fundacji Orla Straż.. To spotkanie pokazało, że prawdziwa pomoc nie zawsze jest głośna, ale bywa radykalnie skuteczna.
Fundacja Orla Straż działa od 2016 roku. Jej powstanie było konsekwencją osobistej decyzji Rutkowskiego o pierwszym wyjeździe pomocowym. Jak sam przyznał, był to moment, który całkowicie zmienił jego życie. Po niemal dziesięciu latach działalności mówi dziś wprost: to, co robią, ma głęboki sens.
Bartosz Rutkowski przez 22 lata służył w Wojsku Polskim. Był żołnierzem zawodowym, oficerem Marynarki Wojennej RP, szefem szkolenia w ośrodku nurków i płetwonurków w Gdyni. Wojskowa dyscyplina i doświadczenie pracy pod presją okazały się pomocne, ale – jak podkreśla – nie chronią przed emocjami, które rodzą się w kontakcie z ludzkim cierpieniem.
Pomoc, która nie uzależnia
Fundacja Orla Straż realizuje jasno określoną filozofię działania. Jej celem nie jest długotrwałe utrzymywanie ludzi w zależności od pomocy humanitarnej. Wręcz przeciwnie – chodzi o to, aby po interwencji fundacji dalsza pomoc nie była już potrzebna.
– Rodzina musi mieć bezpieczeństwo, dach nad głową i stabilność ekonomiczną – tłumaczył Rutkowski na antenie Radia Warszawa.
Dlatego Orla Straż koncentruje się na odbudowie domów, miejsc pracy i lokalnej gospodarki. Fundacja zakłada firmy rodzinne i pomaga ludziom wrócić do zawodów, które wykonywali przed wojną. Do tej pory uruchomiono ponad 200 takich inicjatyw w różnych krajach, w tym ponad sto w samym Iraku.
– Ci ludzie mieli swoje życie, wykształcenie, doświadczenie. My dajemy im szansę, by znów mogli utrzymywać rodzinę własnymi rękami – podkreślał prezes fundacji.
Nie współczucie, lecz godność
W rozmowie pojawił się ważny wątek dotyczący emocji. Ofiary wojen i ludobójstw nie oczekują litości ani powierzchownego współczucia. Jak zauważył Rutkowski, często są nim już zmęczone.
– Oni mają prawo do śmiechu i nadziei. Jedni z moich jezydzkich kolegów w Iraku powiedzieli mi kiedyś: „My już wszystkie łzy wypłakaliśmy. Teraz chcemy żyć” – wspominał.
Pomoc Orlej Straży opiera się na szacunku i przywracaniu godności. Symbolicznym przykładem była historia kobiety z dziećmi, która po kilku latach spędzonych w obozie dla uchodźców wróciła do odbudowanego, niewielkiego domu. – Powiedziała, że to był dla niej dzień wyjścia z więzienia – relacjonował Rutkowski.
Tam, gdzie nie ma kamer
Fundacja działa świadomie poza głównym nurtem medialnym. Jej celem są miejsca, o których się nie mówi, a w których tragedia bywa równie dramatyczna.
– Jeśli media nagłośnią jakąś tragedię, pomoc zwykle się pojawia. Ale obok są kolejne wioski i rodziny, o których nikt nie wie – mówił Rutkowski.
W Nigerii Północnej wolontariusze Orlej Straży spotykają ludzi, którzy nie wierzą, że ktokolwiek może przyjechać im pomóc. Czasem ofiary przemocy i ataków terrorystycznych nawet nie zgłaszają się po wsparcie, bo nie zakładają, że pomoc w ogóle istnieje.
Cena spotkania z cierpieniem
Kontakt z dramatem dzieci i rodzin odciska swoje piętno. Rutkowski opowiadał o pracy w sierocińcu w Kongu, gdzie dzieci bały się, że jeśli nie opowiedzą swojej historii, zostaną wyrzucone na ulicę i wrócą do świata przemocy, wykorzystywania i przymusu.
– Są momenty, w których nie ma sensu zadawać kolejnych pytań. Trzeba po prostu działać albo zamilknąć – przyznał.
Wiara jako źródło siły
W rozmowie nie zabrakło wątku duchowego. Bartosz Rutkowski podkreślił, że cała główna ekipa fundacji to osoby wierzące i praktykujące.
– Gdyby nie wiara, nie wiem, czy miałbym siłę wstać po wysłuchaniu niektórych historii – powiedział wprost.
Jego zdaniem największym darem, jaki Orla Straż niesie ludziom dotkniętym wojną, jest nadzieja. Informacje o odbudowanych domach, szkołach i miejscach pracy szybko się rozchodzą, przywracając wiarę w przyszłość – nawet tym, którym jeszcze nie udało się pomóc.
Świadoma pomoc ma sens
Na zakończenie audycji Bartosz Rutkowski zachęcał słuchaczy Radia Warszawa do świadomego wspierania działań fundacji.
– Chciałbym, żeby ludzie wiedzieli, dlaczego pomagają i mieli pewność, że to, co robią, naprawdę ma sens – podkreślał.
Rozmowa była także okazją do polecenia książki „Komandor podporucznik”, wydanej przez wydawnictwo Stacja 7 – zapisu rozmowy-rzeki Bartosza Rutkowskiego z Katarzyną Supeł-Zaboklicką.
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego: orlastraz.org






