Małgorzata Kurzajewska-Zarinach zaprasza tym razem do Strachociny – miejsca, które dla wielu jest zaskoczeniem, bo właśnie stąd pochodzi jeden z najważniejszych patronów Polski: św. Andrzej Bobola. Po duchowym szlaku prowadzi słuchaczy ks. Tomasz Kaczówka, pokazując Bobolę nie jako postać odległą, ale jako człowieka, którego droga może stać się mapą dla każdego, kto próbuje żyć wiarą w realnym świecie – z lękami, zmęczeniem, zmaganiem i pytaniami o sens.
Święty, który nie był „od razu z obrazka”
W opowieści o Andrzeju Boboli szczególnie mocno wybrzmiewa prawda, która uwalnia: on nie urodził się święty i nie dojrzewał w sterylnych warunkach spokoju. Przyszedł na świat pod koniec XVI wieku, w epoce napięć, wojen i ostrych konfliktów religijnych. Miał pochodzenie szlacheckie, a więc także możliwości, by wybrać karierę, bezpieczeństwo i wygodne życie. Jednak jego wybór poszedł w przeciwną stronę – wstąpił do jezuitów i krok po kroku uczył się, co znaczy służyć Bogu i ludziom. Ta „krokowość” jest w programie kluczowa, bo pokazuje, że świętość to proces, a nie nagły skok na wyższy poziom.
Ks. Tomasz podkreśla, że Bobola miał swoje słabości i trudności, a nawet chwile oschłości czy wewnętrznej walki. Nie zawsze było w nim „łatwo i pobożnie”. Zmagał się ze sobą, ze swoim charakterem, z wiarą, która niekiedy wymagała od niego więcej, niż był gotów dać. I właśnie to czyni go bliskim współczesnemu człowiekowi. Bo jeśli świętość dojrzewała w nim mimo trudności, to znaczy, że droga do Boga pozostaje realna także dla tych, którzy czują się nieidealni, rozproszeni, czasem zniechęceni.
Punkt zwrotny, który nie był spektakularny
W audycji pada pytanie, które trafia w sedno: co było punktem zwrotnym w życiu Andrzeja Boboli? Odpowiedź zaskakuje prostotą. Ks. Tomasz nie wskazuje na jeden dramatyczny moment, cud czy wielkie wydarzenie. Mówi o procesie, w którym Bobola dojrzewał do decyzji, by przestać żyć „po swojemu”, a zacząć żyć naprawdę dla Boga. To nie brzmi widowiskowo, ale jest rewolucyjne, bo dotyka codzienności: wiara przestaje być tradycją, obowiązkiem czy dodatkiem, a staje się relacją. Bóg nie jest już tłem, lecz centrum.
Właśnie wtedy – kiedy zwykła modlitwa, posłuszeństwo, rozmowy z ludźmi, cierpliwość wobec siebie zaczęły pracować w nim od środka – jego kapłaństwo nabrało ognia. Audycja pokazuje świętość jako wierność w małych rzeczach. Bez fajerwerków. Bez udawania. Z codziennym wyborem: „dziś też wybieram Boga”, nawet jeśli jest ciężko, niewygodnie albo niebezpiecznie. Strachocina staje się tu symbolem: świętość rodzi się blisko domu, w zwyczajnych decyzjach, które z pozoru nie wyglądają na „wielkie”.
Misjonarz Polesia. Kapłan, który szedł tam, gdzie inni nie chcieli
Bobola w audycji nie jest przedstawiony jako duchowny zamknięty w murach klasztoru. Jest misjonarzem w drodze. Chodzi po wsiach i miasteczkach, często pieszo, w biedzie i w ryzyku. Niesie Ewangelię tam, gdzie bywała odrzucana albo zapominana. I nie robi tego z przymusu, lecz z przekonania, że człowiek bez Boga traci nadzieję i sens. To ważne, bo pokazuje, że jego gorliwość nie była „religijną ambicją”, ale odpowiedzią na realne ludzkie zagubienie.
Szczególne znaczenie ma tytuł „apostoła Polesia”. Audycja wyjaśnia go bardzo konkretnie. Polesie w XVII wieku było regionem biednym, zaniedbanym, pełnym wiosek odciętych od świata. Ludzie żyli w prostocie, często bez sakramentów i bez kapłana, a wielu z nich stanowili chłopi w systemie pańszczyźnianym, pozbawieni sprawczości i godności. I właśnie do nich poszedł Bobola. Wchodził w dramaty rodzin, spory i podziały, szukając pojednania i prawdy. Jego misja była pracą u podstaw – wymagającą nie tylko odwagi, ale cierpliwości i gotowości, by być blisko ludzi, których inni mogliby uznać za „niewidzialnych”.
Fenomen kazań. Dlaczego ludzie mu wierzyli?
W audycji pojawia się wątek kaznodziei, który nie budował siły na retoryce. Fenomen kazań Andrzeja Boboli nie polegał na „ładnych słowach”, lecz na tym, że mówił z wnętrza życia. Głosił to, czym sam żył. Ludzie widzieli spójność między amboną a codziennością: prostotę, modlitwę, gotowość do pomocy, odwagę. Słowa nie brzmiały jak teoria, ale jak świadectwo człowieka, który naprawdę spotkał Boga.
Druga rzecz to bliskość ludzi. Bobola znał tych, do których mówił. Wiedział, z czym się zmagają, czego się boją, gdzie są poranieni. Umiał mówić prosto i obrazowo, odwołując się do pracy, rodziny i relacji. I jeszcze coś: odwaga prawdy. Nie łagodził Ewangelii. Potrafił nazwać grzech grzechem, ale bez pogardy wobec człowieka. Wzywał do nawrócenia, bo wierzył, że człowiek może się zmienić. A jego ostatnim „kazaniem” stało się męczeństwo – bo kiedy ktoś oddaje życie za to, co głosi, nie potrzebuje już argumentów.
Męczeństwo. Dlaczego zginął i co to mówi o jego wierze?
W 1657 roku ziemie wschodnie Rzeczypospolitej były rozrywane przez wojny i konflikty. Bobola był rozpoznawalny i skuteczny. Jego posługa przynosiła owoce, więc stał się celem. Został pojmany przez kozaków, poddany długotrwałym torturom, które miały go złamać i zmusić do wyrzeczenia się wiary. Audycja pokazuje jednak sedno: nie zginął dlatego, że był słaby. Zginął dlatego, że był wierny. Do końca pozostał kapłanem. Modlił się, przebaczał, oddawał się Bogu. Oprawcy chcieli upokorzenia – a jego śmierć stała się świadectwem, które przetrwało wieki. Żył Ewangelią, więc przypieczętował ją krwią.
Ważne jest też dopowiedzenie o „ucieczce przed kozakami”: w audycji nie jest to przedstawione jako tchórzostwo, ale jako strategia wierności. Chwilowa ucieczka miała sens tylko po to, by wrócić do ludzi i dalej służyć. To uczy dojrzałego spojrzenia: odwaga nie polega na braku lęku, ale na decyzji, by mimo lęku pozostać wiernym misji.
Szlak św. Andrzeja Boboli w Polsce. Gdzie warto pojechać?
Audycja prowadzi słuchacza przez konkretne miejsca, które budują duchową mapę Boboli w Polsce. Pierwszym i najważniejszym punktem jest Strachocina na Podkarpaciu – miejsce szczególne, bo to tam mocno wybrzmiewa przesłanie, że świętość rodzi się „blisko domu”. Jest tam sanktuarium św. Andrzeja Boboli i przestrzeń modlitwy, w której kult świętego ma swoje źródło i swoją codzienność.
Drugim kluczowym miejscem jest Warszawa, a konkretnie Narodowe Sanktuarium św. Andrzeja Boboli przy ul. Rakowieckiej. To serce jego kultu w Polsce. Spoczywają tam relikwie świętego, a wielu pielgrzymów doświadcza tam modlitwy za ojczyznę, Kościół i jedność. W audycji pada stwierdzenie, że obecność świętego jest niemal namacalna – nie w sensie emocji, ale w sensie spotkania z człowiekiem, który oddał życie za wiarę i prawdę.
Pojawia się także Kraków – jako miejsce formacji jezuickiej Boboli, przypominające, że świętość nie dzieje się „sama”, tylko rodzi się z pracy nad sobą, nauki, modlitwy i posłuszeństwa. I wreszcie dochodzi element osobisty ks. Tomasza: Kostomoty koło Kielc, jego pierwsza parafia, nosząca wezwanie św. Andrzeja Boboli. Tam udało się pozyskać relikwie i wprowadzić regularne nabożeństwo szesnastego dnia miesiąca. To piękny akcent, bo pokazuje, że szlak Boboli nie kończy się na wielkich sanktuariach. Przechodzi też przez małe parafie i zwyczajne wspólnoty, gdzie święty staje się realnym orędownikiem codziennych spraw.
Czy Litwa też czci Andrzeja Bobolę?
Audycja dotyka też pytania o Wilno i ziemie dawnej Rzeczypospolitej. Bobola jest patronem Polski, ale większą część kapłańskiego życia spędził na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego – w okolicach dzisiejszej Litwy i Białorusi. Ks. Tomasz podkreśla, że nie ma tu sprzeczności. W czasach Boboli nie istniały dzisiejsze granice, a Polska i Litwa tworzyły wspólnotę narodów i kultur. Wilno było centrum duchowym i intelektualnym, a Bobola był kapłanem tej wspólnej Rzeczypospolitej, człowiekiem pogranicza, który mówił językiem ludzi, do których został posłany i znał ich mentalność, lęki i ból. Dlatego jego kult jest obecny także tam, zwłaszcza w środowiskach katolickich – jako pamięć o gorliwym jezuicie i męczenniku.
Czego uczy nas dziś św. Andrzej Bobola?
Na końcu audycja zbiera przesłanie w kilka mocnych punktów. Po pierwsze: wiara nie jest dodatkiem do życia, ale jego sercem. Nie da się być „trochę” uczniem Chrystusa. Po drugie: świętość rodzi się w małych, powtarzalnych decyzjach – wierność codzienności jest ważniejsza niż jednorazowe zrywy. Po trzecie: prawda musi iść w parze z miłością, bo prawda bez miłości rani, a miłość bez prawdy staje się pusta. Po czwarte: trzeba wychodzić na peryferie – do ludzi zapomnianych, samotnych, duchowo zaniedbanych. I wreszcie: Bobola uczy jedności budowanej nie z gestów, ale z prawdy, modlitwy, nawrócenia i przebaczenia, nawet gdy to kosztuje.
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego: andrzejbobola.pl






