Przy tym wizerunku warto spędzić dłuższą chwilę. W kościele o. Kapucynów przy ulicy Miodowej znajduje się wyjątkowy obraz przedstawiający Jezusa Miłosiernego, który powstawał w czasie II wojny światowej. Chrystus patrzy na nas smutnymi oczami malarza, Zdzisława Eichlera.

Przynoszący nadzieję
Niepozornie ukryty w bocznej, prawej nawie. Trafiłam na niego przez przypadek rok temu, właśnie w Niedzielę Miłosierdzia.
Poruszył mnie pewnie dlatego, że w tym mieście, dziś tętniącym kulturą i rozrywką, wciąż pamiętamy o krwi powstańczej i o pełnym nadziei bólu, którym naznaczona jest niemal każda ulica.
Chrystus zmartwychwstający nad ogarniętą wojną Warszawą.
Nad Nim otwarte niebo. Pod Nim baranek skąpany we krwi: symbol niewinności, niezawinionego cierpienia, ale też wyrastające z ruin rośliny nawadniane wypływającą z Jezusowego serca: prorocza zapowiedź nadziei wbrew nadziei. W tle – płonące miasto. Jezus jest smutny, a jednak zwiastuje ukojenie.
Trudno nie pomyśleć, że Jego miłosierdzie dotyka nie tylko ofiar przemocy, ale także jej sprawców -niemieckich okupantów. Taka jest tajemnica miłosiernego serca: przebacza Judaszowi, Piłatowi i tłumowi krzyczącemu „na krzyż z Nim”. Ba – nie tylko przebacza. Ono kocha.
Autorem obrazu jest Zdzisław Eichler: uczeń Mehoffera, malarz, karykaturzysta, członek zarządu Towarzystwa „Młoda Sztuka”. Choć malarstwo religijne nie dominowało w jego twórczości, po śmierci zasłynął jako autor tego właśnie Miłosiernego.
Obraz powstawał w samym centrum wojennej zawieruchy, w mieszkaniu przy ulicy Złotej, na przełomie lat 1942–1943. Artysta przekuł w sztukę osobisty dramat: w gruzach zbombardowanej kamienicy zginęli członkowie jego najbliższej rodziny. Prawdopodobnie widział moment, gdy bomba spadała na jego dom.
Cały ból wojny i niesprawiedliwego cierpienia skupia się w spojrzeniu Chrystusa – Króla pokoju, Baranka prowadzonego na rzeź. Choć wszystko wokół pogrążone było w wojnie, choć Powstanie dopiero miało zebrać swoje krwawe żniwo, Jezus pozostaje znakiem nadziei.
Do Niego należy ostatnie słowo. Tak jak to miasto – On także umarł i zmartwychwstał.
Testament twórcy
Obraz powstawał nie tylko w bólu psychicznym, ale i fizycznym – artysta ciężko chorował. To jedno z jego ostatnich dzieł.
Namalowany na zamówienie proboszcza parafii Najczystszego Serca Maryi przy Placu Szembeka nie spełnił oczekiwań fundatora, który przestraszył się politycznego wydźwięku pracy. Ostatecznie zawisł przy ulicy Miodowej, w samym sercu naszego pokaleczonego miasta: aby przypominać, że do Niego należy ostatnie słowo, a nadzieja nigdy nie zawodzi.
Chrystus witający wygnańców
31 maja 1945 roku odradzająca się Warszawa przeżywała uroczystość Bożego Ciała. Czwarty ołtarz ustawiono na cokole strąconej przez niemiecki czołg Kolumny Zygmunta -symbolu miasta powalonego, lecz niepokonanego. W ołtarzu umieszczono obraz Jezusa Miłosiernego z kościoła kapucynów.
Jak wspominają świadkowie tamtych wydarzeń, o. Benwenuty oraz Jadwiga Podrygałło, „spod tego obrazu ks. bp Zygmunt Choromański udzielił pierwszego błogosławieństwa udręczonym przybyszom”. Miasto choć powalone wstało z kolan, wśród ruin narodziło się życie. Autor obrazu zmarł w 1947 roku – doczekał wyzwolenia Polski.
Tekst: Maria Skonieczka
Źródło zdjęcia głównego: kapucyni.pl





