„Ona nie była świętą z obrazka” – mówi o bł. Paulinie Jaricot ks. Przemysław Robaszkiewicz, sekretarz krajowy Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary. W Radiu Warszawa opowiada o młodej, świeckiej kobiecie, która potrafiła połączyć drobne ofiary i codzienną modlitwę wielu osób w dzieła służące całemu Kościołowi. Jej pomysł na Żywy Różaniec od 200 lat pomaga ludziom wspierać się w wierze.
Paulina miała silny charakter. Jak przypomina gość Radia Warszawa, zachowane opowieści o jej życiu dalekie są od wizerunku spokojnej dziewczyny ze złożonymi rękami. Potrafiła się złościć, miała temperament, a swoją energię z czasem skierowała ku pomocy innym.
Wrażliwość na misje zaczęła się budzić w niej już w dzieciństwie. Razem ze starszym bratem Fileasem słuchała listów misjonarzy z Chin i Japonii, które czytała im opiekunka. Zdaniem ks. Robaszkiewicza właśnie te opowieści pomogły otworzyć dzieci na świat i potrzeby ludzi żyjących daleko od rodzinnego Lyonu.

Niewielka pomoc, w którą może włączyć się każdy
Paulina dostrzegała także biedę blisko siebie. Zwracała się do robotnic liońskich fabryk, pracujących przez wiele godzin w trudnych warunkach. Wiedziała, że ich możliwości są ograniczone, dlatego proponowała niewielką, regularną ofiarę na misje.
Ks. Robaszkiewicz tak wyjaśnia jej sposób myślenia:
„Nie chodzi o to, aby prosić milionerów o wielkie datki, ale chodzi o to, aby poprosić milion osób o to, by dały choć trochę”.
Organizowała dziesięcioosobowe grupy, dzięki którym drobne wpłaty stawały się wspólną pomocą. Z tej inicjatywy wyrosło Dzieło Rozkrzewiania Wiary, oficjalnie powołane w 1822 roku. Cztery lata później, w 1826 roku, Paulina założyła Żywy Różaniec. Miała wtedy 27 lat.
Kiedy jednej osobie trudno się modlić
Jak opowiada ksiądz, Paulina podczas adoracji odkrywała, że misje potrzebują również duchowego wsparcia. Zaprosiła więc ludzi do modlitwy, w której każdy podejmuje niewielkie codzienne zobowiązanie, a jednocześnie uczestniczy w czymś większym.
„Paulina nazywa go żywym, bo to nie jest tylko i wyłącznie grupka osób, gdzie każdy modli się swoją dziesiątką, ale to jest wspólnota, która żyje”.
Dziś róża różańcowa liczy dwadzieścia osób. Każda rozważa jedną tajemnicę i odmawia przypisaną jej dziesiątkę. Za tym prostym podziałem stoi wzajemna odpowiedzialność: kiedy ktoś przeżywa kryzys, zmęczenie albo trudności w wierze, pozostaje otoczony modlitwą innych.
– Kiedy mi ta modlitwa będzie łatwo przychodzić, a komuś trudniej, wtedy moja modlitwa będzie uskrzydlała jego – tłumaczy ks. Robaszkiewicz.
To doświadczenie wspólnoty jest szczególnie cenne wtedy, gdy samemu trudno znaleźć słowa modlitwy.
Różaniec, który odkrywają młodzi
W rozmowie pojawia się również pytanie, dlaczego Żywy Różaniec tak często kojarzy się ze starszym pokoleniem. Zdaniem księdza doświadczenie życiowe pomaga dostrzec wartość modlitwy i granice własnej samowystarczalności.
– Myślimy, że możemy swoimi rękoma ten świat zmieniać, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko – mówi o młodych.
Jednocześnie wskazuje na róże rodziców modlących się za dzieci oraz wspólnoty nastolatków i młodych dorosłych. Codzienna dziesiątka daje im konkretny sposób troski o bliskich. Kilka minut można znaleźć w drodze do pracy czy podczas oczekiwania na autobus.
Historia Pauliny pokazuje, że takie zaangażowanie może zaczynać się bardzo wcześnie. Młoda kobieta dostrzegła możliwości ludzi, którzy mieli niewiele pieniędzy i czasu. Zaprosiła ich do regularnej pomocy i modlitwy. Po dwóch stuleciach jej pomysł pozostaje równie konkretny: jedna dziesiątka dziennie i wspólnota osób, które pamiętają o sobie nawzajem.
Redaktorka prowadząca audycję: Weronika Ostrowska






