Sytuacja w Liban dramatycznie się pogarsza. W ciągu zaledwie dziesięciu dni swoje domy musiało opuścić około milion osób. To niemal jedna piąta społeczeństwa.
– To sytuacja katastrofalna – mówi Marwan Sehnaoui z Zakonu Maltańskiego. – Jesteśmy krajem z pokojowym nastawieniem, a dziś mamy ostrzał w całym Libanie.

Ucieczka, strach i brak miejsca
Skala tragedii jest ogromna. Tysiące ludzi uciekają, często nie wiedząc, dokąd się udać. System pomocy humanitarnej działa na granicy możliwości.
– Gdzie ich wszystkich umieścić? To bardzo skomplikowana sytuacja – podkreśla Sehnaoui.
Zakon Maltański prowadzi w kraju dziesiątki projektów pomocowych, uruchamia mobilne centra medyczne i próbuje docierać do najbardziej potrzebujących. Ale liczba ofiar i zniszczeń rośnie. Tylko jednego dnia zginęło 60 osób.
– To bardzo bolesne widzieć tyle śmierci i zniszczenia… ale przetrwamy to – dodaje.

Dostawca: PAP/Abaca
Chrześcijanie zagrożeni emigracją
Szczególnie trudna jest sytuacja chrześcijan w Libanie. Przedłużający się konflikt może zmusić wielu z nich do opuszczenia kraju.
– Nie chcemy emigracji. Chcemy, by ludzie zostali na swojej ziemi – mówi Sehnaoui.
Dlatego pomoc nie ogranicza się tylko do ratowania życia. Obejmuje także projekty rolnicze, które mają umożliwić rodzinom przetrwanie i zachowanie godności.
– Najważniejsze jest, aby ludzie mieli swoją godność – podkreśla.

Nadzieja mimo wojny
W obliczu przemocy i cierpienia pojawia się jednak coś więcej niż tylko walka o przetrwanie. Sehnaoui zwraca uwagę, że prawdziwą odpowiedzią na kryzys nie jest siła, lecz obecność i solidarność.
– Chcemy być narzędziem współistnienia – nie poprzez broń, ale poprzez miłość i obecność przy cierpiących.
W kraju ogarniętym wojną to właśnie te gesty stają się ostatnią linią nadziei.
Tekst: Maria Skonieczka
Źródło zdjęcia głównego: PAP






