Tym razem opowieść prowadzi nas śladem Kolei Warszawsko-Kaliskiej oraz jej dawnych obiektów technicznych. Punktem kulminacyjnym stała się ulica Armatnia na Woli – miejsce, które wciąż potrafi zaskoczyć klimatem kolejowego mini-miasteczka.
Kolej, która miała otworzyć Kalisz na świat
Dominik Wędołowski przypomnina, że Kalisz przez lata zabiegał o doprowadzenie linii kolejowej do Warszawy. W czasach, gdy kolej decydowała o rozwoju miast, brak połączenia oznaczał stagnację gospodarki i przemysłu. Dopiero budowa trasy Warszawa–Kalisz realnie „otworzyła” miasto – dosłownie i symbolicznie – na handel, ludzi i nowoczesność.
Szeroki tor i problemy, których dziś już nie widać
Tory Kolei Warszawsko-Kaliskiej miały rosyjski, szeroki rozstaw, inny niż standard europejski. To rodziło praktyczne skutki w Warszawie: trzeba było budować osobną infrastrukturę, a nawet rozwiązać problem „krzyżowania się” linii z Koleją Warszawsko-Wiedeńską.
Tory nie mogły się zwyczajnie przeciąć przez zwrotnice, bo były niekompatybilne. Dlatego powstało rozwiązanie, które jak na początek XX wieku brzmiało jak inżynieryjna fantazja.
Wiadukt jednoprzęsłowy – cud inżynierii początku XX wieku
Aby pociągi mogły przejść na stronę północną w kierunku stacji towarowej i dalej na Kalisz, zbudowano stalowy wiadukt jednoprzęsłowy. Miał konstrukcję kratownicową, ustawiono go skośnie do torów Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej, a jego rozpiętość robiła wrażenie.
Skośne ustawienie nie było ozdobą. Dzięki niemu maszyniści manewrujący pod wiaduktem na licznych torach mieli lepszą widoczność. To ułatwiało skomplikowaną pracę w rejonie pełnym rozjazdów, bocznic i warsztatów.
Wiadukt nie przetrwał w pierwotnym miejscu. W latach 30. przesunięto go bliżej ulicy Towarowej, a później – po wojennych zniszczeniach – obiekt został wysadzony i ostatecznie zniknął z krajobrazu Warszawy.
Co zostało po Kolei Warszawsko-Kaliskiej? Armatnia i mały wiadukt
Choć główny dworzec Kolei Warszawsko-Kaliskiej zniknął, a infrastruktura została mocno zniszczona już w 1915 roku podczas wycofywania się Rosjan, w Warszawie zachowały się prawdziwe kolejowe relikty.
Najciekawszy z nich to mały wiadukt nad dzisiejszą ulicą Armatnią, położony na zachód od obecnego Dworca Zachodniego. W audycji padła sugestia, że może to być jeden z najstarszych obiektów kolejowych o konstrukcji częściowo żelbetowej w tamtym imperium. Wiadukt wpisano do rejestru zabytków, choć – jak to często bywa – nie uchroniło go to przed bazgrołami i graffiti.
Barierka z 1902 roku, ślady wartowni i zawiasy po dawnych drzwiach
To, co najbardziej działa na wyobraźnię, kryje się w detalach. Na wiadukcie zachowała się barierka, którą prowadzący łączył z początkiem XX wieku. Z czasów I okupacji niemieckiej pozostały też ślady dawnej wartowni. Według relacji z audycji na murach można było kiedyś odczytać wydrapane informacje o jednostce wojskowej, choć później przykryły je kolejne warstwy napisów.
Jeszcze bardziej „materialna” pamiątka to oryginalne zawiasy – pozostałość po drewnianych drzwiach, które zamykano na noc. Miały chronić drogę do kolejowych placów przeładunkowych i zabezpieczać towary przed kradzieżą. Same drzwi dawno zniknęły, ale metalowe elementy nadal da się wypatrzyć.
Kolejowe domy przy Armatniej – mini-miasteczko na Woli
Drugim bohaterem tej historii są budynki przy ulicy Armatniej – m.in. pod numerami 6, 8, 10, 12. Powstały jako domy dla pracowników kolejowych i do dziś tworzą spójny zespół. Dominik Wędołowski zwraca uwagę na zachowane oznaczenia: dawne tabliczki, inwentarzowe numery kolejowe malowane czarną farbą na białym tle i klimat ceglanej zabudowy, który przywołuje skojarzenia z dawnymi osiedlami robotniczymi.
Prowadzący wspomniał też o budynku pod adresem Armatnia 16, który bywa łączony z dawno wzmiankowanym przystankiem „Odolany”. Jeśli nawet nie był to przystanek dla szerokiej publiczności, mógł służyć pracownikom i obsłudze terenów kolejowych. Okolica przed I wojną światową była w końcu przede wszystkim zapleczem technicznym kolei, a nie dzielnicą podróżnych.
Spacer noworoczny po Armatniej – jak zobaczyć „starą Warszawę”
Ulica Armatnia jest dziś perełką, o której wie niewielu warszawiaków. Najlepiej działa jako krótki spacer z nastawieniem na detale: wiadukt, ceglane domy, resztki dawnej infrastruktury. Klimat zmienia się przez sąsiedztwo nowej zabudowy. Jednak wystarczy „dobrze się ustawić”, by wyobraźnia dopowiedziała resztę i pozwoliła poczuć atmosferę zatopionego w czasie kolejowego zakątka.
Jak wyglądała podróż pociągiem z Warszawy do Kalisza sto lat temu?
W audycji pojawił się też wątek obyczajowy: jak podróżowało się koleją na przełomie XIX i XX wieku. Trasa z Warszawy do Kalisza mogła zajmować około 7–8 godzin, a ceny biletów były zróżnicowane w zależności od klasy. Dla wielu mieszkańców, zwłaszcza pracujących fizycznie, nawet najtańsza opcja stanowiła poważny wydatek.
Prowadzący przywołał wspomnienia Jadwigi Wajdel-Dmuchowskiej o dawnych dworcach i „dworcowej logistyce”. Na peronach czekali tragarze, podróżni mieli kufry nadawane do wagonów bagażowych, a ważną rolę odgrywały bufety i długie postoje. Wagony restauracyjne były rzadkością, więc prowiant z domu stanowił standard – szczególnie w niższych klasach.
Warszawa kolejowa, której już prawie nie ma
Ta opowieść łączy w sobie dwie rzeczy: historię techniki i historię codzienności. Z jednej strony mamy strategiczne decyzje o rozstawie torów, wiadukty i przebudowy węzła kolejowego. Z drugiej – codzienne podróże, bagaże, stroje, zwyczaje i rytm przystanków na trasie.
Ulica Armatnia na Woli pozwala to poczuć bez dalekich wyjazdów. To Warszawa „niedaleko od domu”, a jednocześnie bardzo daleko od współczesnego tempa.
Tekst: Grzegorz Kozłowski
Źródło zdjęcia głównego:






