W okupowanej przez Niemców Polsce pomoc Żydom oznaczała jedno – ryzyko śmierci. Mimo to tysiące sióstr zakonnych podejmowały decyzje, które wymagały odwagi, roztropności i głębokiej wiary. W klasztorach, sierocińcach i domach zakonnych ratowano dzieci i dorosłych, często w ciszy i bez rozgłosu.
24 marca – pamięć, która zobowiązuje
Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów przypada 24 marca. To data związana z tragedią w Markowej, gdzie Niemcy zamordowali rodzinę Ulmów wraz z ukrywanymi przez nich Żydami. Ta historia stała się symbolem ceny, jaką płacili ci, którzy wybierali dobro.
Ale pamięć tego dnia obejmuje znacznie więcej. To także historia sióstr zakonnych, które w realiach terroru podejmowały decyzje przekraczające zwykły odruch pomocy.
Klasztory jako miejsca ratunku
Domy zakonne w czasie wojny często stawały się miejscami ratunku. To, co wcześniej służyło wychowaniu i codziennemu życiu wspólnoty, zaczęło pełnić zupełnie inną funkcję.
Za murami klasztorów ukrywano ludzi, którzy bez tej pomocy nie mieliby szans na przeżycie. Trzeba było zachować pełną dyskrecję, zorganizować życie tak, by nie wzbudzać podejrzeń i jednocześnie zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy znaleźli schronienie.
Każdy dzień niósł zagrożenie. Każdy błąd mógł zakończyć się tragedią.
Warszawa – konkretna historia przy Czerniakowskiej
Jednym z takich miejsc był klasztor Sióstr Nazaretanek przy ulicy Czerniakowskiej 137 w Warszawie. To właśnie tam w czasie wojny znalazły schronienie żydowskie dziewczęta, które nie tylko przeżyły okupację, ale także mogły się uczyć i rozwijać.
17 marca 2024 roku odsłonięto i poświęcono tablicę upamiętniającą działalność sióstr.
Podczas Mszy świętej biskup Michał Janocha przypomniał, że siostry prowadziły w tym miejscu szkołę i internat, a mimo ograniczeń narzuconych przez okupanta organizowały także tajne nauczanie i pomagały uchodźcom. Wśród osób, które znalazły tam schronienie, były także dziewczęta żydowskiego pochodzenia – często z fałszywymi dokumentami, narażone na natychmiastową śmierć.

Odwaga wpisana w codzienność
Siostry nie działały przypadkowo. Ich pomoc była dobrze zorganizowana i wymagała ogromnej czujności.
Podczas niezapowiedzianych kontroli niemieckich trzeba było błyskawicznie reagować. Zakazane książki wynoszono w koszach, a dziewczęta siadały przy maszynach do szycia, by stworzyć pozory legalnej działalności. Te, które były najbardziej zagrożone, wyprowadzano za klauzurę – miejsce, do którego Niemcy nie wchodzili.
Wszystko opierało się na współpracy i zaufaniu. Każda z sióstr znała swoją rolę.
Siostra Eulalia Jadwiga Wismont – odpowiedzialność i wiara
Na czele wspólnoty stała siostra Eulalia Jadwiga Wismont. To ona podejmowała kluczowe decyzje i brała odpowiedzialność za życie powierzonych jej osób.
Wspomnienia świadków pokazują, że jej postawa była zakorzeniona w wierze. W czasie bombardowań Warszawy wyszła na balkon i uczyniła znak krzyża nad miastem, powierzając wszystko Bożej opatrzności.
Po latach została uhonorowana tytułem Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Jednak same siostry nie postrzegały swojej działalności jako czegoś nadzwyczajnego. Mówiły, że robiły tylko to, co było ich obowiązkiem.

Relacje, które przetrwały wojnę
Świadectwa osób uratowanych pokazują, jak głęboka była więź między siostrami a tymi, którym pomagały, a którzy zachowali wdzięczność i miłość do nazaretanek. Te relacje nie zakończyły się wraz z wojną. Przetrwały lata.
Siostry przyjmowały także porzucone dzieci, które trafiały do klasztoru. Szukały dla nich bezpiecznych miejsc, rodzin, domów dziecka. To była pomoc obejmująca całe życie człowieka, nie tylko chwilowe schronienie.
Cicha sieć dobra
Działalność nazaretanek była częścią większego zjawiska. W całej okupowanej Polsce podobne działania podejmowały inne zgromadzenia.Szacuje się, że w pomoc Żydom zaangażowanych było ponad dwa tysiące sióstr zakonnych. Wiele z tych historii nigdy nie zostało spisanych. To była cicha sieć dobra, oparta na zaufaniu, odwadze i wierze.
Siostry działały bez rozgłosu. Nie szukały uznania. A jednak to właśnie dzięki nim wielu ludzi przeżyło.
Tekst: Maria Skonieczka
Źródło zdjęcia głównego: vaticannews.va





