Przez lata nie wyjeżdżała na wakacje, nie chodziła do teatru, odmawiała sobie każdej przyjemności. Nie rozumiała nawet dlaczego. Dopiero po latach odkryła, że w ten sposób karała samą siebie za aborcję. O kobietach, które żyją z poczuciem winy, wstydem i przekonaniem, że nie zasługują już na miłość, opowiedziała w Radiu Warszawa s. Iwona Meger, pallotynka prowadząca rekolekcje „Winnica Racheli”.

– Pamiętam historię, kiedy jedna kobieta powiedziała, że po dokonaniu aborcji przez całe życie odmawiała sobie wszystkiego. Nie jeździła na żadne wczasy, rezygnowała z przyjemności, z teatru i nawet nie wiedziała dlaczego – wspomina siostra Iwona.
Dopiero podczas rekolekcji kobieta zrozumiała, skąd bierze się jej nieustanne wyrzekanie się radości.
– Ona nie pozwalała sobie żyć właśnie dlatego, że zabrała życie – wyjaśnia zakonnica.
Czasem największa kara nie przychodzi z zewnątrz. Człowiek wymierza ją sobie sam. Każdego dnia, przez wiele lat. Nie pozwala sobie na szczęście, odpoczynek, spokój. Jakby cierpienie było jedynym sposobem, w jaki może odpowiedzieć na własną przeszłość.
Siostra Iwona pamięta pierwszą kobietę, której świadectwa wysłuchała podczas rekolekcji. Nie szczegóły jej historii pozostały w pamięci, ale cierpienie.
– Najbardziej zapamiętałam jej ból, jej nieutulone łzy, jej wstyd i jej brak nadziei. To mną najbardziej wstrząsnęło – przyznaje.
Najtrudniejsze bywa jednak nie tylko to, co wydarzyło się w przeszłości, ale także przekonanie, że tamto wydarzenie na zawsze określa, kim się jest.
Kobiety, którym towarzyszy siostra Iwona, często zmagają się z głębokim poczuciem wstydu i własnej bezwartościowości. Obawiają się również osądu ze strony innych, także osób wierzących.
– Są środowiska, które nie patrzą na człowieka, patrzą na jego grzech. Nie oddzielają człowieka od grzechu. To jest ogromne niebezpieczeństwo – przestrzega pallotynka.
I przypomina prawdę, która powinna wyznaczać sposób spotkania z każdym zranionym człowiekiem:
– Ona nie jest swoim grzechem. Ona jest kimś większym niż swój grzech.
Dlatego podczas rekolekcji „Winnica Racheli”, przeznaczonych nie tylko dla kobiet, ale również dla mężczyzn i osób, których rodziny dotknęło doświadczenie aborcji, pierwszym krokiem nie jest pouczanie ani ocenianie. Jest nim wysłuchanie.
– Tylko człowiek wysłuchany może zdrowieć. […] Człowiek głęboko wysłuchany może zdrowieć, może odzyskiwać życie – podkreśla siostra Iwona.
Nie chodzi o szybkie pocieszanie ani przekonywanie, że wszystko będzie dobrze. Chodzi o stworzenie przestrzeni, w której człowiek nie musi już ukrywać swojego cierpienia.
– Nie popędzać, nie pocieszać, bo ból musi się wyboleć. Takie pocieszanie to jest przerywanie procesu zdrowienia – tłumaczy zakonnica.
Podczas rekolekcji uczestnicy stopniowo konfrontują się z własną historią. Dla niektórych oznacza to również odkrywanie ran znacznie starszych niż samo doświadczenie aborcji. Siostra Iwona nazywa je ranami pierwotnymi. Mogą nimi być odrzucenie w dzieciństwie, emocjonalna nieobecność rodzica czy życie w nieustannym poczuciu, że nigdy nie jest się wystarczająco dobrym.
Odkrycie tych doświadczeń pomaga lepiej zrozumieć siebie, własne decyzje i mechanizmy samopotępienia.
Ważną częścią rekolekcji jest również przeżywanie żałoby po utraconym dziecku, symboliczne przyjęcie go do swojego życia, nadanie mu imienia i powierzenie go Bogu. Jak tłumaczy siostra Iwona, uczestniczkom często towarzyszy lęk przed spotkaniem z własnym dzieckiem w wieczności i obawa przed jego osądem.
Odpowiedzią, którą odnajdują w wierze, jest Boże miłosierdzie.
– Miłosierdzie jest większe niż mój grzech – przypomina pallotynka, przywołując również słowa z Pierwszego Listu św. Jana: „Jeśli nasze serce nas oskarża, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko”.
Siostra Iwona nie obiecuje, że jedne rekolekcje zakończą wieloletnie cierpienie. Każdy człowiek przychodzi z inną historią, na innym etapie przeżywania straty i własnych zranień. Dla niektórych ważną częścią tej drogi jest także terapia.
Ale z jej doświadczenia wynika, że nawet bardzo głęboka rana może przestać być miejscem nieustannego samopotępienia.
Bo człowiek nie musi do końca życia pozostawać więźniem najtrudniejszego wydarzenia swojej przeszłości.
Czasem pierwszym krokiem ku odzyskaniu życia jest spotkanie kogoś, kto zamiast osądzać, usiądzie obok i naprawdę wysłucha.
Redaktor prowadząca audycję: Weronika Ostrowska
Źródło zdjęcia głównego: Maria Skonieczka






