W Syrii odnawianie ikon staje się cichą walką o pamięć chrześcijańską. Dla artystki Lii Snayej to nie tylko praca, ale misja ochrony historii i tożsamości.

Kiedy sztuka staje się walką o przetrwanie
Zniszczone przez wojnę, ogień czy zaniedbanie obrazy sakralne stają się symbolem szerszego problemu – utraty dziedzictwa. Ich przywracanie do życia to próba ocalenia historii, która wciąż jest zagrożona.

„Chronić ikonę to chronić historię”
Syryjska artystka i konserwatorka Lia Snayej podkreśla, że jej droga rozpoczęła się od wstrząsu. Widok spalonych i uszkodzonych ikon skłonił ją do zgłębienia sztuki konserwacji.
Dziś traktuje swoją pracę jako połączenie historii, chemii i sztuki. Każda ikona to dla niej nie tylko dzieło, ale nośnik pamięci.
Precyzja jak w medycynie
Proces restauracji przypomina leczenie. Każda ikona wymaga indywidualnej diagnozy.
Najważniejszym etapem jest dokumentacja – szczegółowy zapis stanu dzieła, który towarzyszy mu na zawsze, niczym „dowód tożsamości”. Następnie analizuje się historię i technikę wykonania, aby dobrać odpowiednią metodę działania.
Prace konserwatorskie są niezwykle delikatne. Stabilizowanie warstwy malarskiej, oczyszczanie i dezynfekcja wymagają ogromnej precyzji. Jeden błąd może bezpowrotnie zniszczyć kolor lub strukturę obrazu.
Dopiero na końcu pojawia się retusz i warstwa ochronna, która zabezpiecza ikonę na przyszłość.
Największe zagrożenie: obojętność
Zdaniem Snayej największym problemem nie jest nawet zniszczenie wojenne, lecz brak troski.
Wiele zabytkowych ikon trafia na sprzedaż za granicę za niewielkie pieniądze. W domach coraz rzadziej spotyka się oryginały – zastępują je reprodukcje.
Nie brakuje też błędów w codziennym użytkowaniu. Świece ustawiane bezpośrednio pod ikonami czy niewłaściwe środki czyszczące prowadzą do ich stopniowego niszczenia.
Pasja silniejsza niż trudności
Praca konserwatora w Syrii wiąże się z wieloma wyzwaniami – brakiem materiałów, wysokimi kosztami i ograniczonym dostępem do specjalistycznych narzędzi.
Mimo to artystka nie rezygnuje. Czasem podejmuje się pracy bez wynagrodzenia, kierując się przekonaniem, że niektóre dzieła po prostu trzeba ocalić.
Nadzieja w zainteresowaniu ludzi
Podczas niedawnej wystawy w Damaszku, organizowanej przez Greek Orthodox Church, Snayej zaprezentowała odrestaurowane ikony, w tym wizerunki św. Mikołaja i Matki Bożej.
Największym zaskoczeniem nie była jednak sama ekspozycja, lecz reakcja odwiedzających. Liczne pytania i autentyczne zainteresowanie pokazały, że potrzeba powrotu do korzeni jest wciąż żywa.
Więcej niż zawód
Dla Lii Snayej ikona stała się czymś więcej niż obiektem pracy. To nauczyciel cierpliwości, pokory i szacunku do historii.
Jej działalność pokazuje, że ochrona dziedzictwa nie zawsze odbywa się na pierwszych stronach gazet. Czasem jest to cicha, mozolna praca, która jednak ma ogromne znaczenie – bo ratuje pamięć całych pokoleń.
Tekst: Maria Skonieczka | za: ewtnnews.com
Źródło zdjęcia głównego: ewtnnews.com






