W audycji „Co Kościół na to?” Weronika Ostrowska rozmawiała z Ireną Świerczewską, dziennikarką „Tygodnika Idziemy”, która 14 lutego przyjęła konsekrację dziewic. Choć jest to jedna z najstarszych form życia w Kościele, dla wielu osób wciąż pozostaje tajemnicą – a nawet budzi niezrozumienie.
„To jest relacja oblubieńcza – bycie na wyłączność dla Pana Jezusa” – tłumaczy rozmówczyni.

Starożytna droga w dzisiejszym świecie
Dziewictwo konsekrowane (Ordo Virginum) sięga pierwszych wieków chrześcijaństwa. Kobiety żyjące w tym stanie nie wstępują do klasztoru – pracują, mieszkają i funkcjonują w świecie jak dotąd. Ich życie wyróżnia publiczna konsekracja oraz ślub czystości złożony Chrystusowi. Znakiem tej relacji jest obrączka i modlitwa brewiarzowa.
Droga do konsekracji: powołanie dojrzewa latami
Irena nie odkryła swojego powołania w jeden wieczór. Przez lata spotykała kobiety żyjące w Ordo Virginum. Pisała o nich reportaże, poznawała różne historie – od trenerki piłki nożnej po zawodniczkę sztuk walki. Dopiero później zaczęła rozpoznawać, że to może być droga także dla niej.
Kluczowym momentem okazało się rozeznawanie w rozmowie z kierownikiem duchowym: poczucie „niespełnienia” i pytanie, czy Chrystus nie wzywa do czegoś więcej. Tak zaczęła się konkretna droga: kontakt z kurią, dokumenty, decyzja biskupa i kilkuletnia formacja.
Czy to „furtka” dla tych, którym nie wyszło?
W rozmowie pada mocne doprecyzowanie: dziewictwo konsekrowane nie jest „katolickim singlem na etacie”, ani wyborem z rezygnacji. Irena mówi wprost, że w jej życiu „wszystko wyszło” – zawodowo i w relacjach – a konsekracja nie wynika z lęku czy braku innych możliwości.
– Nie widzę siebie w innym miejscu. Jeśli odkryłam, że to jest moje powołanie, nie byłabym szczęśliwa gdzie indziej – mówi.
Formacja do konsekracji trwa kilka lat i odbywa się pod opieką biskupa diecezjalnego. Sam obrzęd konsekracji ma bardzo uroczysty charakter i odbywa się podczas Mszy świętej.
Czystość jako znak wolności. Czy świat potrzebuje dziś „innych” ludzi?
Ta rozmowa pozostawia jedno ważne pytanie: czy współczesny świat nie potrzebuje właśnie takich znaków – ludzi odważnych, czytelnych i czasem trochę „niewygodnych”? Ludzi, którzy żyją w świecie, a jednak potrafią być odrobinę inni.
Takich, o jakich już w pierwszych wiekach chrześcijaństwa pisał autor „Listu do Diogeneta”:
„Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. […] Mieszkają we własnych ojczyznach, lecz jako przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele, a znoszą wszystko jak cudzoziemcy. […] Są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebywają na ziemi, lecz są obywatelami nieba”.1
Możliwe, że właśnie po to pojawiają się dziś takie świadectwa – aby przypomnieć, że czystość nie jest tematem wstydliwym. Jest przestrzenią wolności.
A miłość nie zawsze prowadzi wyłącznie do małżeństwa. Czasem prowadzi także do ołtarza w inny sposób – drogą powołania, które całkowicie oddaje życie Bogu.
Tekst: Maria Skonieczka
Źródło zdjęcia głównego: Magdalena Prokop-Duchnowska, idziemy.pl
- Pierwsi świadkowie. Wybór najstarszych pism chrześcijańskich (Ojcowie żywi t. VIII), tłum. A. Świderkówna, Kraków 1988, s. 364-365. ↩︎






