W czasie Wielkanocy, gdy Kościół na nowo przypomina słowa Zmartwychwstałego: „Pokój wam”, Radio Warszawa oddało głos tym, którzy o pokój walczyli nie tylko w sensie duchowym, lecz także bardzo konkretnym – w miejscach naznaczonych wojną, napięciem i ludzkim cierpieniem. Bohaterami świątecznej audycji byli weterani misji zagranicznych, którzy opowiedzieli o swojej służbie w Iraku, Kosowie i Afganistanie. Ich świadectwa pokazują, że pokój nie jest pojęciem abstrakcyjnym. Ma twarz człowieka, który ryzykuje życiem, by inni mogli wrócić do normalności.
Pokój jako brak lęku i życie bez napięcia
Jednym z gości audycji był chorąży Janusz Raczy, podoficer specjalista służący dziś w Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa. Wspominając służbę w Iraku, mówił o codzienności, która z zewnątrz mogła wydawać się monotonna, ale w rzeczywistości stale wymagała czujności. Jak podkreślał, dzień świąteczny niewiele różnił się od zwykłego. Były patrole, konwoje, służba wartownicza i zadania związane ze stabilizacją regionu.
Zapytany o to, czym jest dla niego pokój, odpowiedział bardzo prosto i mocno: „Dla mnie pokój jest takim uczuciem pełnienia, kiedy kładę się spać, kiedy kładę się bez jakiegoś stresu, lęku”. W tych słowach wybrzmiewa doświadczenie człowieka, który zna rzeczywistość zagrożenia i dlatego lepiej rozumie wartość zwyczajnego, bezpiecznego życia.

Polska misja w Iraku. Odbudowa zamiast wojny
Janusz Raczy przypomniał, że polscy żołnierze trafili do Iraku już w czasie stabilizacji, gdy główne działania wojenne zostały zakończone. Ich zadaniem nie było więc prowadzenie wojny, lecz wspieranie odbudowy państwa i codziennego życia mieszkańców. Jak mówił, pomoc dotyczyła zarówno dużych spraw, jak odbudowa szkół, jak i pozornie drobnych działań, takich jak postawienie małego mostka nad kanałem.
To właśnie w takich gestach najlepiej widać sens misji pokojowych. Nie chodzi wyłącznie o obecność wojska, lecz o przywracanie warunków, w których można żyć normalnie. Gość Radia Warszawa wspominał, że szczególnym znakiem sensu tej służby były „uśmiechy dzieci” oraz wdzięczność dorosłych, którzy rozumieli, po co polscy żołnierze tam są. „Ci ludzie w większości doskonale rozumieli sens, ideę naszego tam pobytu” – podkreślał.
Wiara pod hełmem i cud ocalonego życia
Jednym z najbardziej poruszających fragmentów rozmowy było świadectwo o wierze, która towarzyszyła żołnierzowi podczas misji. Chorąży Janusz Raczy przyznał szczerze, że nie należał wcześniej do osób szczególnie uduchowionych. Przed wyjazdem otrzymał jednak od teściowej zalaminowany obrazek Matki Bożej i medalik. Schował go pod hełm i nosił przy sobie każdego dnia.
Po wypadku, w którym niemal stracił życie, obrazek wrócił do niego wśród rzeczy osobistych. Na nim zobaczył zaschniętą kroplę swojej krwi. To doświadczenie odczytał bardzo osobiście. „Pomyślałem, że to musiała być taka moja mała danina, która być może sprawiła, że nadal jestem wśród żywych” – mówił.
Jego słowa mają szczególną siłę, bo nie są teorią ani religijnym sloganem. Są świadectwem człowieka, który przeżył sytuację graniczną i właśnie wtedy odkrył, że wiara daje oparcie tam, gdzie po ludzku kończą się zabezpieczenia.
Kosowo i siła obecności. „Tylko żołnierze mogą to robić”
O swojej służbie opowiedziała także podpułkownik dr Katarzyna Rzadkowska, dyrektor Centrum Weterana Działań Poza Granicami Państwa. Jej pierwszą misją było Kosowo. Miała wówczas zaledwie 26 lat. Zajmowała się współpracą cywilno-wojskową, czyli budowaniem relacji z lokalną społecznością, samorządami, szkołami, policją i strażą pożarną.
To właśnie ten wymiar misji pokazuje, że pokój rodzi się również z zaufania. Polscy żołnierze nie byli tam tylko po to, by pilnować porządku. Mieli zdobywać „serca i umysły” mieszkańców, być obecni, rozpoznawać napięcia i zapobiegać konfliktom. Podpułkownik Rzadkowska wspominała, że od samego początku spotykała się z dużą życzliwością, bo mieszkańcy pamiętali wcześniejszą służbę Polaków i dobrze ją oceniali.
Mocno wybrzmiały też jej słowa o samym sensie misji pokojowych. „Utrzymanie pokoju to nie jest zadanie dla żołnierzy, ale tylko żołnierze mogą to robić” – powiedziała. To zdanie trafnie oddaje paradoks współczesnego świata. Nikt nie chce wojny, ale w miejscach zapalnych sama obecność sił pokojowych często powstrzymuje kolejne akty przemocy.

Wielkanoc na misji. Pokój budowany także modlitwą
W rozmowie z Radiem Warszawa podpułkownik Rzadkowska zwróciła uwagę na jeszcze jeden ważny wymiar służby. Żołnierze na misjach nie są sami. Razem z nimi wyjeżdżają psychologowie i kapelani wojskowi. W miejscach oddalonych od domu, szczególnie podczas świąt, ta obecność staje się niezwykle ważna.
Gość audycji wspominała, że wiele razy przeżywała Boże Narodzenie i Wielkanoc poza Polską. W bazach tworzono wtedy namiastkę domu. Była kaplica, wspólna modlitwa, święcenie pokarmów, a nawet transporty polskiej żywności, by na świątecznym stole nie zabrakło znanych smaków. Te obrazy pokazują, że pokój rodzi się także z troski o ducha, z pamięci o tradycji i z budowania wspólnoty nawet daleko od ojczyzny.
Afganistan. Wojna, która zostaje w człowieku na lata
Trzecim bohaterem świątecznej audycji był młodszy chorąży Emil Uran, weteran misji w Afganistanie. Jego świadectwo należy do najbardziej przejmujących, bo dotyczy bezpośredniego starcia z wojenną rzeczywistością i bólu po utracie towarzyszy.
Wspominając codzienną służbę, mówił o ciągłym napięciu. „Patrol, baza, patrol, baza” – tak opisywał rytm misji. Żołnierze wychodzili poza teren bazy z myślą, by po prostu bezpiecznie wrócić. Ich zadaniem było poprawianie bezpieczeństwa ludności, pomoc humanitarna, odbudowa szkół i studni oraz budowanie zaufania wśród mieszkańców.
Najtragiczniejszy dzień jego służby przypadł na 20 sierpnia 2008 roku. Podczas przejazdu kolumny doszło do wybuchu improwizowanego ładunku. Żołnierz przeżył, ale stracił trzech kolegów. Przyznał, że mimo upływu lat ten ból nie mija. „Minęło już 18 lat… czym dalej jest, to jest chyba coraz gorzej” – powiedział z rozbrajającą szczerością.

Braterstwo silniejsze niż śmierć
W opowieści Emila Urana szczególne miejsce zajmuje pamięć o tych, którzy nie wrócili. Weteran mówił, że każdego dnia czuje ich obecność i stara się żyć także za nich. „Nigdy nie wstaję sam rano z łóżka. Wiem, że oni są ze mną” – wyznał.
Poruszająca była również historia pilota śmigłowca, który podjął ogromne ryzyko, by wylądować w niebezpiecznej strefie i ewakuować rannych. Emil Uran nazywa go dziś swoim „drugim ojcem”. To właśnie takie świadectwa pokazują, czym naprawdę jest wojskowe braterstwo. Nie chodzi tylko o współpracę. Chodzi o więź, która rodzi się w sytuacjach granicznych i zostaje w człowieku na całe życie.
Bohaterowie pokoju, których warto słuchać
Świąteczna audycja Radia Warszawa nie była tylko rozmową o wojsku, misjach i historii. Była opowieścią o ludziach, którzy wiedzą, ile kosztuje pokój. Żołnierze i weterani przypomnieli, że bezpieczeństwo nie jest dane raz na zawsze, a pokój wymaga odwagi, ofiary, wytrwałości i służby drugiemu człowiekowi.
W Wielkanoc, gdy Kościół mówi o zwycięstwie życia nad śmiercią i pokoju, który przynosi Chrystus, te świadectwa brzmią wyjątkowo mocno. Pokazują bowiem, że pokój zaczyna się zarówno w sercu człowieka, jak i w konkretnym czynie wobec drugiego. Czasem jest to modlitwa. Czasem obecność. A czasem gotowość, by wejść w niebezpieczny świat po to, aby ktoś inny mógł żyć bez lęku.
Tekst: Maria Skonieczka






